To, co połknęliśmy

To, co połknęliśmy

Dzień dobry! Dziś do skrzynek osób zapisanych na newsletter poleciał list o opiekowaniu się swoim rozczarowaniem. Chodzi za mną ten temat już sporo czasu.

Bywa, że łykamy rozczarowanie jak pestkę cytryny w herbacie – szybko i bezgłośnie. „Nic się nie stało”. „E tam, to był głupi pomysł”. „Ludziom dzieją się gorsze rzeczy”.

Niekiedy połkniemy bezgłośnie tyle pestek cytryny i tak bardzo wierzymy w to, że „nic się nie stało”, że w brzuchu już nie ma miejsca na nic innego. Nawet głębszy oddech jest trudno wziąć. Brakuje w tym brzuchu miejsca na głody, potrzeby i marzenia.

Z tymi, które mieliśmy i nie zostały spełnione, odeszła jakaś część nas. Unieważniona. A była przecież ważna.

Jeśli macie ochotę poczytać, to zapraszam (tu – klik). Możecie też spisać się na newsletter (tu – klik). Oczywiście informuję Was w nim także o wydarzeniach, które organizuję.

Bądźcie dobrzy dla siebie 💚

M

Jeden komentarz

  1. Asia Be

    Bardzo czekałam na spotkanie z bliskimi i wczoraj się okazało, że nie dojdzie do skutku. Co gorsza powód mało wyraźny, trochę tak jakby brakło chęci, jakby komuś nie do końca zależało. Było mi bardzo przykro. Wieczorem opowiedziałam mężowi, pozwoliłam sobie trochę popłakać jak dziecko, nie za dużo, bo trzeba było już iść spać, a to była wielka przykrość do przepłakanka. I zauważyłam, że jak się jej nie pozwoli sobie przeżyć to rzeczywiście się „połyka”. Dusi. Kisi. Wciąga do środka. Dużo tego wczoraj połknęłam. Ale jak przyjdzie do mnie znowu dzisiaj, to postaram się jednak trochę jeszcze tych pestek wypłakać. Gniotą mnie w środku.

Komentarze są zamknięte.