Uciekłam w góry

Uciekłam w góry

Tak więc uciekłam w góry.

Zagęszczało się już powietrze odliczaniem, gdy mówiliśmy „Jeszcze trzy tygodnie i znowu się zacznie”. Postanowiłam, że nic tu po nas. Musimy w miejsce, gdzie czas sobie w miejscu przystaje. Kiedy pakowanie trwające w nieskończoność dobiegło jednak końca, powiedziałam: „Jedziemy prosto na szlak, zdążymy wejść i zejść przed zachodem słońca”.

Zabrałam moje ciało w góry, gdzie może doświadczać mocy i kruchości. Przestrzeni, wolności i wyboru. Na który kamień stanąć. Który szlak wybrać. Komu powiedzieć „dzień dobry”, a do kogo już nic nie mówić, gdy całe spływa potem i szuka kolejnego oddechu.

Zabrałam moje ciało w przyjaźnie, rozmowy, biesiadowanie i smakowanie życia. Zabrałam je w kąpiele w górskim potoku, zanurzanie po szyję w misach wodospadów i moczenie nóg w Śnieżnych Kotłach. W przemakanie do ostatniej nitki w ulewie i ogrzewanie śpiworem i gorącą herbatą. I na koncert w pałacu, gdzie nokturn cis-mol zabrzmiał na pianinie i skrzypcach.

Zabrałam je na puste, zapasowe, gierkowskie mieszkanie kuzynki, gdzie zajęliśmy wszystkie spania i rozłożyliśmy się jak na obozie. Ach, jak tego potrzebowaliśmy. Poczucie obowiązku, które dzielimy z mężem i nie opuszcza nas nigdy (NIGDY!), musiało zostać razem z przepowiedniami o końcu wakacji gdzieś w domu. Przez trzy dni bowiem nie zmywaliśmy naczyń i gdy skończyły się nawet czyste literatki po Polo Cockcie, a mąż zaparzył herbatę w słoiku po sosie meksykańskim, uznaliśmy, że nadszedł czas, by opróżnić zlew.

Pytano mnie, kiedy wracam i chciałam odpowiedzieć, że nigdy, ale przecież nie wypadało. Pytano, co tam mam na swojej Summer Bucket List, ale nie odpowiadałam, bo zajęta doświadczaniem, mam ją jedynie w głowie. Zanim wrócę, napiszę, napiszę dla siebie na przyszły rok. Napiszę też zwłaszcza po to, by o tym wszystkim opowiedzieć Poczuciu Obowiązku i Zmartwieniom, gdy powitają mnie na progu domu. Dobrze, że miały siebie, gdy mnie tam nie było. Przypuszczam, że bardzo schudły i zbladły, i mocno się za mną stęskniły.

No ale przecież muszę im opowiedzieć, czego potrzebuję, żeby móc żyć.

Bądźcie dobrzy dla siebie

Małgosia

Na zdjęciu z synem, fot. Piotr