Żeby odnajdować swoje wewnętrzne dziecko, można robić różne rzeczy, i na ogół potrzeba w tym wsparcia – bo choć to wielka i osobista podróż życia, często język „małej (albo małego) mnie” potrzebuje jakiegoś tłumacza. Bo ono niekiedy odzywa się z ery, gdy jeszcze języka nie znało, a to, co przezywało, było dla małej głowy nie do pomyślenia.
Na pewno jednak jedną z dróg – dla mnie bardzo ważną od dłuższego już czasu – to kontakt z własnym ciałem. Bo ono pamięta więcej niż nasze myśli, które racjonalizują, spacerują niekiedy pokrętnymi ścieżkami przekonań (a niekiedy zostaje im tylko spacerniak bez drogi wyjścia…). I tego zaglądania do własnego ciała można się uczyć maleńkimi porcjami, jak ilości pierwszych karmień, jeśli nie łyżeczką, to małą strzykawką, jak się karmi wcześniaki albo wypadłe z gniazd pisklęta.
Można ten kontakt zaczynać od bardzo zwykłych rzeczy. Piszę o tym, i o tym, dlaczego jest tak naprawdę kontaktem z samym sobą – TU [KLIK].
Bądźcie dobrzy dla siebie <3
m
Fot. Senjuti Kundu / Usnplash