Przyglądałyśmy się wczoraj na warsztatach [KLIK], a nawet doświadczałyśmy, jak dzieci (nie)radzą sobie z emocjami i dlatego bardzo potrzebują w tej dziedzinie bliskiej pomocy dorosłych w tym, aby poczuć, nazwać, zrozumieć swoje emocje – i nauczyć się coś z nimi robić.
Możemy mieć różne doświadczenia, ale raczej jesteśmy jeszcze ciągle pokoleniem, które nie uczyło się „robić czegoś z emocjami”, lecz miało po prostu „dobrze się zachowywać”. W skrajnych wypadkach, brak tego towarzyszenia rodziców w przeżywaniu, nazywaniu i rozumieniu emocji, prowadzi do emocjonalnego analfabetyzmu w dorosłym życiu (mądrze zwanym „aleksytymią”). To stan, gdy nie wiem, co czuję i co z tym zrobić, a przemożne emocje zastają mnie bezbronną i biorą mnie w swoje posiadanie. I naprawdę nie chodzi tylko o to, że inni na tym ucierpią. Jestem przekonana, że my – odcięci od rozumienia swoich emocji i zdolności opiekowania się nimi, a przez to odcięci od innych – cierpimy równie bardzo.
Dziś w alfabecie uczuć chciałabym zatrzymać się z Wami przy emocji wyjątkowo nierozpoznawanej, nienazywanej i wyproszonej nawet z bliskich relacji. To nie znaczy, że ona nie istnieje – po prostu z powodu swej natury trzeba ją szybko schować). O wstydzie – uczuciu, które może odbierać życie – piszę TU [KLIK] dla portalu Aleteia Polska.
M