Bliskość – cicha siostra poczucia własnej wartości

Drogi Czytelniku, jak pewnie zauważyłeś, wtorki mają na blogu tematyczną rezerwację – to dzień z “JA+JA”, czyli z tym, co odnosi się najbardziej do relacji z samym/samą sobą. Tradycja wyrosła z wtorkowych spotkań warsztatowych [KLIK], po których w ten sposób odpowiadam na potrzebę kontynuacji. Nie uważam też, że temat dotykania tego, co jest w nas i o nas, trzeba rezerwować tylko dla kobiet. Wierzę, że każdy człowiek potrzebuje stanąć blisko siebie samego, by móc naprawdę zbliżać się do innych ludzi.

Te wtorkowe myśli zatrzymują mnie ostatnio bardzo przy poczuciu własnej wartości. Tak wiele w nim się miesza, tyle tu stereotypów. Niektórzy, szukając synonimu, mówią: “samoakceptacja”. Dla mnie nie do końca. Poczucie własnej wartości jest jak fundament wkopany pod własne miejsce na świecie.

Przekonanie, że jestem kimś wartościowym, rodzi się w miarę doświadczania od zarania życia, że za takiego kogoś uważają mnie moi dorośli opiekunowie. W nich dziecko czyta, czy jest kimś ważnym, czy nie. Czy rodzice widzą, co przeżywa, czy ich to “nie obchodzi”? Unieważnia dziecko we własnych oczach przeżywana przez nie przemoc, samotność, poczucie opuszczenia przez rodziców (często nieintencjonalne – rodzice mogą być niedostępni z powodu własnych problemów i ograniczeń). Dziecko znika we własnych oczach, gdy latają nad nim talerze w czasie domowych awantur. Podobnie uczy się, że nic nie znaczy, gdy rodzice są nieczuli, rygorystyczni, skupieni na karach i “ładnych zachowaniach”. Gdy nigdy nie zaglądają do jego świata.

Samoakceptacja jest wtórna do poczucia własnej wartości. Jeśli jest tak, że muszę dopiero je odszukać, a czasem odbudować z gruzów, to wystarczy mi, jeśli poczuję się kimś wartościowym i zasługującym na szacunek. Nawet jeśli nie umiem jeszcze wszystkiego w sobie zaakceptować i pokochać – i wiem, że zajmie mi to trochę czasu. Już dziś jednak mogę otoczyć to wszystko, co jest kruche i zranione we mnie, szacunkiem.

I jeszcze odnośnie słowa “samo-cokolwiek”. Stworzeni do więzi, naprawdę potrzebujemy ludzi także po to, by odnajdować z ich pomocą samych siebie. Dlatego tak ważne jest, kim się otaczamy i dlatego mamy prawo wyboru. Nikt nie sprawi we mnie, że poczuję się kimś naprawdę wartościowym, ale drugi człowiek może mi w tej pracy pomóc albo mnie w niej osłabiać. Na drodze przywracania w sobie przekonania, że jestem kimś wartościowym, mam prawo szukać towarzystwa ludzi, którzy mnie przyjmują. Mam też prawo dystansować się do słów i gestów tych, którzy wkładają na plecy ciężary własnych oczekiwań, ocen i raniących sądów. Co nie oznacza, że przestaję ich kochać czy dobrze im życzyć.

Nie da się pogardzać sobą i być blisko innych. Nie jest też bliskością pozwalanie, by drugi człowiek nas używał albo wpędzał w nieustanne poczucie winy. Bliskość jest siostrą szacunku i wzajemnego przyjęcia.

M

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *