Lubię o tym pisać od dawna. Lubię pisać, jak bardzo lubię o tym myśleć. Jak kocham to odkrywać. Że jesteśmy w częściach.
Jest część, która jest małym dzieckiem i ta, która jest dorosła. Jest także rodzic – krytyk, policjant czy opiekun, choć potrafi być raz tym jednym, a raz drugim.
Jest część mała i krucha. Bieda i potrzebująca. Zraniona i zalękniona. Odrzucona i zgubiona. Jest także ta silna i sprawcza. Twórcza i gotowa do działania.
Jest taka, która coś umie. I obok niej ta, która nie umie i nie wie. Jest taka, która chce dobrze i musi wytrzymać z tą, której nie wychodzi.
Wszystkie potrzeba przyjąć. Żeby być – pełniej, w coraz większej zgodzie na siebie. By być z coraz większą cierpliwością i miłością dla tych, co wokół. Potrzeba przyjąć je wszystkie. Pokochać. Przytulić. Dać im dużo miejsca, by móc je poznać. Dowiedzieć się, skąd przychodzą i czego dla nas pragną.
I dopiero to przyjmowanie i przytulanie ich wszystkich i każdej z osobna może sprawiać zmianę.
m