Czekolada

Krąży co jakiś czas po internetach taka maksyma, że „nie jesteś czekoladą, nie każdy musi ciebie lubić”. Zatrzymuje mnie to zdanie chyba nie z powodu pewnej pociechy, jaką niesie. Bo zastanawia mnie w nim bardziej dostrzeżenie tej potrzeby, żeby jednak być lubianym. To ważna potrzeba, zupełnie fundamentalna: potrzeba przyjęcia, bezwarunkowej akceptacji, przynależności. Nie istnieje szczęśliwe życie w galaktyce, w której ta potrzeba nie może być choćby w najmniejszym stopniu zaspokojona.

I z drugiej strony opowiada ta sentencja także o tym, że to może boleć, kiedy akceptacji nie ma. Smutek, gdy doświadczamy niechęci, krytyki czy wręcz odrzucenia, nie jest małym smuteczkiem z półki „paznokieć mi się złamał”. Przeżycie go może kosztować wiele energii. Ja sama (czy też my z mężem), mając w ostatnim długim czasie sporo takiego społecznego doświadczenia, widzę po sobie, jak ogromnie trudne bywają dni. I myślę, że to smutek, który potrzeba zaopiekować. I dlatego potrzebna i ważna jest druga strona medalu. Ludzie, dla których znaczymy więcej niż czekolada.

Tym łatwiej będzie nam zgodzić się z tym, że ktoś nas nie będzie lubił albo oceniał, im bardziej w naszym życiu obecni są ludzie, którzy nas przyjmują i którym na nas zależy. Gdy możemy się wygadać, że jest trudno, że coś sprawiło przykrość i nasz smutek i ból będzie usłyszany. Nie zaś pomniejszony albo poddany ocenie.

Warto uszanować w sobie tę potrzebę – głębokich, pełnych akceptacji więzi – i szukać dróg jej realizacji. Także ucząc się słuchać, wspierać, być. Lepiej zjeść dziesięć batonów, niż zrobić sobie albo komuś krzywdę. Ale też bardziej wspierające będzie podzielenie się swoim smutkiem, niż zjedzenie dziesięciu batonów – bo to drugie pogłębia izolację, w odróżnieniu od tego pierwszego, które zbliża i przynosi ulgę.

m

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *