Kiedy szukałyśmy z grupą warsztatową powodów, dlaczego trudno jest opiekować się swoimi granicami i mówić „nie”, po raz kolejny powróciło przekonanie, że „nie wolno odmawiać, bo komuś będzie przykro”.
Oczywiście to tylko pierwszy przystanek w tym ciągu skojarzeń, czym są relacje z ludźmi. Bo przecież mogliśmy w życiu już mieć wiele warunkowych relacji. Takich, gdzie akceptacja to moneta wypłacana za zasługi, za spełnienie oczekiwań, za porzucenie siebie. Relacji możliwych tylko wtedy, jeśli nie odmawialiśmy i nie mieliśmy innego zdania.
Kolejne, prawdopodobnie znane z autopsji przystanki – po tym, jak komuś już „zrobi się przykro” – to że się obrazi lub nas ukarze w jakikolwiek inny sposób (niezadowoleniem, fochem, szantażem emocjonalnym). Albo sobie pójdzie.
Jutro do tego wrócę jeszcze, ale dziś chciałabym podzielić się z Wami, co odkryłam, gdy przyłożyłam lupkę do przekonania, że nie wolno odmawiać, bo nikomu nie może być przykro. Zobaczyłam tam dopisane drobnym druczkiem: „ale tobie samej może być przykro, bo ty się w tym nie liczysz”.
Dobrze jest sprawdzać, czy to, co nam świat proponuje, uwzględnia nasze wartości, potrzeby i granice. I brać trzy oddechy, i sprawdzać, jak mi z tym jest. By miejsca na słowo „nie” robiło się trochę więcej.
Bądźcie dobrzy dla siebie ?
m