„Dopasować się” i „przynależeć”

Im więcej doświadczyliśmy warunkowości relacji jako dzieci, tym bardziej zapamiętujemy, że relacja jest możliwa tylko w nagrodę za spełnianie oczekiwań innych. Kiedy dziecko musi się nieustannie domyślać, jak zadowolić rodzica – traci kontakt ze sobą.

W dorosłe życie zabiera wówczas taki algorytm, że jak się dopasujesz, to dostaniesz te wszystkie rzeczy, za którymi tęskni serce człowieka: akceptację, życzliwość, towarzystwo, przyjaźń, więź, poczucie bycia ok. Algorytm nie działa, bo nie da się doświadczyć bliskości, gdy ceną jest porzucenie własnych granic, wartości, potrzeb. Gdy po to, by być w relacji, trzeba wymazać własny środek i pozostawić zaledwie kontury, na których za wielką cenę dorysowujemy uśmiech. W poczuciu, że głęboko trzeba ukryć własny wyraz twarzy, bo nie ma tu dla niego miejsca.

Bardzo dla mnie odkrywcze było rozróżnienie „dopasowania” i „przynależności”, o którym pisze Brene Brown w książce „Z odwagą w nieznane”. Potrzebę przynależności da się zaspokoić dopiero wtedy, gdy zaczynamy przynależeć do siebie samych.

Co wspiera budowanie przynależności do siebie? Mnie wspiera słuchanie siebie i opiekowanie się sobą. Gdy uczę się kochać tę Gosię taką, jaka jest – nie złościć się na nią, nie przyklejać jej etykiet. Gdy uczę się rozumieć, jaka była jej historia, czego jej brakuje i za czym tęskni. Gdy wrażliwie przytulam to, czego jeszcze nie umie i chcę ją wspierać. Pomaga mi każda sytuacja, gdy mówię „nie”. Pomagają mi też takie więzi, w których wiem, że jestem przyjęta z tym, kim jestem. Jest ich tylko kilka, ale one dają mi siłę, gdy staję przy sobie w miejscach, gdzie tego dopasowania się ode mnie oczekuje – a ja nie chcę ponosić ceny łamania siebie i uśmiercania tego, co we mnie ważne i żywe.

A co Wam pomaga rozwijać poczucie przynależności do siebie?

Bądźcie dla siebie dobrzy ?

m

 
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *