O tym pisałam artykuł w ostatni weekend, a we wtorek opublikowała go Aleteia. Polecam szczególnie (i w duchu solidarności) tym, którzy myślą, że coś jest z nimi nie tak, którzy słyszeli w życiu dużo o tym, że „przeżywają wszystko jak żaba grzmot”, którzy czują się wykończeni, choć nie przeorali ręcznie pługiem pola, a jedynie rozmawiali tego dnia z pięcioma osobami, musieli się spieszyć, zmarzli albo zastanawiali się przez godzinę, czy nie powiedzieli czegoś głupiego.
Ponieważ wysoka wrażliwość może być pięknym darem, który naprawdę ubogaca innych, potrzeba umieć zadbać o siebie, by nie stawała się kulą u nogi, bombą rozpryskową, drenem, przez które uchodzi życie. O pomysłach, jak to robić, poczytacie tu [KLIK] – a ja jak zwykle jestem ciekawa, co byście dołożyli od siebie?
Z ciepłymi pozdrowieniami dla wszystkich sióstr i braci wrażliwców – ale delikatnie, by nie przytłoczyć 🙂
m
Subskrycja Twoich wpisów to chyba dar od Boga. Ten tekst o osobach wysoko wrażliwych uświadomił mi, że to ja. Nigdy wcześniej o tym nie słyszałam i zawsze czułam się ze sobą źle, ze swoim wycofaniem…
Dziękuję!
Cieszę się bardzo! Mnie też odkrycie wysokiej wrażliwości wsparło ogromnie i pozwala mi bardziej akceptować siebie i cieszyć się sobą 🙂