You’re enough

You’re enough

Im mniej czujemy się pewnie i dobrze z tym, kim jesteśmy, tym większy przymus, by robić. W nadziei, że robienie wielu rzeczy jakoś da ukojenie poczuciu, że jesteśmy „not enough”. Niewystarczający. Niezbyt interesujący. Niezasługujący. Zostawieni sami sobie. Choć często tak wyczerpani poszukiwaniem Świętego Graala: potwierdzenia własnej wartości.

Czasem najpierw trzeba jakoś opłakać ten smutek i tą pustkę, by na dnie łez znalazła się w końcu potrzeba uznania, bezpieczeństwa, akceptacji, przynależności, docenienia, sprawczości, wpływu. Których głód bywa tak wielki, że nawet projekt nr 1254 ich nie zaspokoi. Może zza łez wyjrzy tęcza, która powie: „Jesteś cudem! Żyjesz! Jesteś. Zasługujesz na miłość”.

Może gdy przejdziemy się tym mostem z rozszczepionego światła, zobaczymy, że fundamentem naszego istnienia jest wspólne człowieczeństwo, przynależność, więzi. Bycie kim ważnym dla innych i dla samego siebie, co by się nie działo.

Podrzucam Wam na weekend dwa teksty, jakie ostatnio pisałam dla Alatei: o perfekcjonizmie, który nie wyleczy głodu miłości [TU- KLIK] i o docenianiu siebie, jako maleńkich krokach, możliwych każdego dnia, by widzieć siebie bardziej i prawdziwiej [TU – KLIK].

Bądźcie dobrzy dla siebie i poróbcie dzisiaj coś, co lubicie, ale dawno tego nie robiliście 💚

M

Ps. Jak macie ochotę, możecie mi też dać znać, o czym chcielibyście na Aletei ode mnie poczytać. 🧡

Fot. Katie Moum / Unsplash