W noworocznym remanencie, gdy wydaje mi się, że już dobrze zdefiniowałam obszary, co chciałabym robić inaczej, lepiej, bardziej – szczególnie w relacji do najdroższych mi osób i do siebie samej, okazuje się, że to tylko połowa drogi. Pomyślałam na przykład, że chciałabym zaangażować więcej sił we wsparcie średniego syna w jego działaniach szkolnych. Mój wieczór „wzmożonego” wsparcia jednak pokazał, że co jest niewystarczające. Równie ważne jest jak. Nie chodzi tylko o efekt końcowy, ale także o to, jak się czuje osoba, z którą czy dla której działam. Mnie udało się bardzo średnio, by nie powiedzieć, że wyszła klapa.
Do pytania o to, jak, trzeba dołożyć jeszcze dlaczego. Dlaczego chcę wspierać syna? Bo tego potrzebuje? Bo jego inteligencja skupia go na II wojnie światowej, a teraz jest czas na odmianę przymiotnika przez przypadki? Żeby rozwijał swoją samodzielność, sięgnął po swój własny potencjał? Czy może mieszają się tu jakieś przekonania niekoniecznie sensowne (np. „wyniki w szkole naszego syna świadczą o nas jako rodzicach”)? Odkrycie swojego „dlaczego chciałabym w tym roku zrobić to czy tamto?” pomaga zweryfikować, czy warto po to sięgać. Bo może wyrasta z iluzji, może potrzebne jest co innego. Może nasz syn bardziej potrzebuje usłyszeć, że wierzymy w niego i że poradzi sobie sam, niż „wsparcia” na każdym kroku? Może wsparcie potrzebne jest czasem, jak przy nadrabianiu obecnych zaległości po chorobie, a czasem coś innego?
Naprawdę łatwiej byłoby napisać „plan zadań na rok 2018” i po kolei je odhaczać. Odhaczanie z listy daje pewien rodzaj highu. Może, naprawdę może działać jak narkotyk, gdy stawia przed naszymi oczami potem 150% planu i punktuje naszą wydajność. Ta jednak z natury rzeczy skupia na sprawach konkretnych i mierzalnych, jak praca (zawodowa albo w domu). Pomija relacje, kontakt, budowanie więzi, radość życia.
Przeglądając social media, a w nich miejsca stworzone z myślą o biznesie kobiet, czytam na przykład wypowiedzi mam niemowląt, że planują w roku 2018 ruszyć z kopyta ze swoją marką i rozkręcić działalność gospodarczą – jako najważniejszą zmianą w ich życiu. I zamyślam się, czy to nie jest tak, że pytanie dlaczego? odsłoniłoby zupełnie inny pejzaż. Na przykład: „bo siedząc z dzieckiem w domu czuję się bezwartościowa i wykluczona z życia”? Jak wiele dałoby poszukanie w sobie głębin motywacji. Może zamiast „pełnej pary w działalność”, dlaczego pomogłoby skupić młodą mamę na sobie i zobaczyć, dlaczego relacja z dzieckiem jest trudna? I dlaczego trzeba mieć super biznes żeby być kimś, gdy już gratis jest się całym światem dla małego człowieka? Dlaczego bycie mamą Cię nie cieszy? Jakie trudności trzeba by rozwiązać, by było inaczej? Czego potrzebujesz?
Lubię bardzo te trzy pytania. Co chcę zrobić? Jak chcę to robić, jakim być człowiekiem? Bardziej cierpliwym, budującym relacje oparte na szacunku i wolności, zaangażowanym, uśmiechniętym, … (można kontynuować dowolnie i każdy z nas wie, co mogłoby wypełnić lukę)? Dlaczego chcę to robić?
Może nasza lista celów na najbliższy rok się odchudzi, a może poszerzy o nowe sfery, gdy zadamy te trzy pytania.*
Małgorzata Rybak
*słusznie rozpoznajecie Simona Sinka (którego ogromnie lubię) i jego Start with Why. „Co, jak i dlaczego” to jego droga do skuteczności na poziomie osobistego spełnienia i funkcjonowania całych organizacji. Zadaje je zresztą w odwrotnej kolejności: najpierw „dlaczego”, potem „jak” i dopiero na końcu – „co”.