Mniej mnie tutaj było, bo – jak określiłam swój luty wczoraj na Kręgu – byłam pochłonięta. Jak nurek zwiedzający podwodne światy byłam sercem i sprawstwem przy kilku (w sumie wielu) projektach.
Napiszę Wam o nich po kawałeczku.
Wczoraj urzeczywistnił się jeden z nich – Krąg Kobiet z „Mapą Zazdrości” Julii Cameron. Mam po tym bliskim spotkaniu taką myśl, że pewnie jeszcze powtórzę „zazdrość” jako oddzielny warsztat (może w maju?), bo odzew ze świata pozwala mi wierzyć, że istnieje duża potrzeba rozmowy o zazdrości i układania się z nią.
Przypatrywałyśmy się wczoraj odsłonom zazdrości i temu, co nam robi nieprzeżyta – lub przeciwnie, gdy prowadzi do przystanku przy sobie i przy tym, czego nam brakuje.
Pisałyśmy swoje „mapy”, szukając lądów, które wzywają nas najbardziej.
Mówiłyście o tym, że to początek drogi, w której szukamy tego ważnego czegoś, tej istotnej ważnej potrzeby, którą zazdrość chce doświetlić i pomóc nam się nią zaopiekować.
Dziękuję Wam za to spotkanie.
Biorę moją zazdrość za rękę i mówię do niej: „Chodź mała, jesteś ze mną bezpieczna. Zorganizuję Ci tą wiarę w to, że możesz i że jesteś dobra i piękna, której tak potrzebujesz”.
Miejcie piękną sobotę!
Małgosia
