Dzisiejszy wpis (poświęcony, zgodnie z obietnicą daną uczestniczkom warsztatów, tematyce relacji do siebie samej) będzie w zasadzie praktyką. Piszę go wczoraj. Jest już późno, dlatego piszę go krótko. Na podłodze umytej przez Andrzeja podczas mojej wieczornej nieobecności, za co jestem mu ogromnie wdzięczna, narysowałam flipcharty na wtorkowe spotkanie warsztatowe. Popijając przy tym ulubione piwo 0.00000% z lemoniadą, żeby było nie tylko twórczo i pracowicie, ale i miło. Zapakowałam mężowi do pudełka lunch na jutro (wróci dopiero przed ósmą wieczór), bo wiem, jak ważna jest troska o ciało i to, czym je karmimy, i chcę, by też jej doświadczał.
I nie napiszę już wiele więcej. Zdecydowanie potrzebuję się wyspać. Postawię kropkę, wyłączę komputer, nie obejrzę już fejsbuka ani nie odpowiem na pytania zadane na komunikatorach. Przeczytam kilka stron powieści młodzieżowej, do jakiej zachęciła mnie nastoletnia córka. Poproszę Andrzeja, który uśpił najmłodszego synka, by odstawił na balkon zupę. Tam też odłożę sprawy i kłopoty, które dziś nie znalazły rozwiązania; nie będę ich obracać w głowie w nieskończoność, w nadziei, że to coś przyspieszy. Jutro zastaną mnie w lepszej formie, a może przez noc stracą trochę kalorii. Poza tym przecież wiem, że Ktoś nad wszystkim czuwa.
To bardzo krótki wpis o praktycznym zastosowaniu troski o siebie. Ciągle się tego uczę, ale polecam serdecznie. 🙂
Małgorzata Rybak