Po czym możemy poznać, że żyjemy z „długiem produktywności”?
Na przykład po tym, że wstajemy już z poczuciem zaległości.
Jest mi to uczucie znane. Są dni, że gdy wstaję, siedzi on na stoliku nocnym obok łóżka, tam, gdzie trzymam telefon, który uruchamia budzik, wyrywający mnie z toni snu.
Pobyłabym w niej jeszcze chwilę, ale „dług produktywności” już od dawna nie śpi, jest ubrany w wyprasowaną koszulę i stuka palcem w tarczę zegarka.
Spina moje ciało i powoduje, że przyspieszam.
Czasem poruszam się tak gorączkowo, jak własna służąca, a przecież to „dług produktywności” wrzuca swoje refreny.
„Dług produktywności” ma różne oblicza. Może sprawiać, że przytulamy częściej zegarki niż ludzi, odmawiamy propozycji sąsiadki, by sadzić razem kwiaty w ogrodzie przy winie (ach, jak mogłyby się zgrać nasze grafiki).
Wyrzuca z naszego życia sen i przyjemności.
A kiedy już sobie na nie pozwalamy, obrzuca nas najgorszymi epitetami.
Jeśli chcesz razem ze mną dowiedzieć się, skąd się on bierze i odebrać mu jego moc poganiania Cię nieustannie, zapraszam Cię serdecznie do grupy rozwojowej online „Uwolnij czas”.
Wystartuje ona 1.06. i potrwa cztery tygodnie – pełne czasu.
Teraz dołączysz do niej w cenie „early bird”, czyli 170 zł zamiast 220. Szczegóły TU [KLIK].
Jeśli wolisz pracę 1:1, możesz umówić się ze mną na sesję coachingową stacjonarnie we Wrocławiu lub online. Spotkanie poprzedza darmowa, 20-minutowa zdalna konsultacja.
Szczegóły znajdziesz TU [KLIK].
Bądź dobry, dobra dla siebie
Małgosia
