Dorosłe sprawy, dziecięce potrzeby

Dorosłe sprawy, dziecięce potrzeby

Czasami „nie” rodzica wielokrotnie wypowiadane wobec dziecka wynika z równie często powtarzanego „tak” wobec innych dorosłych. „Tak” dla szefa, który ma nierealne wymagania, na którego nie można się wkurzyć, któremu nie można odmówić wykonania dodatkowych zadań. „Tak” dla znajomych, z którymi bez względu na okoliczności wypada się spotkać. „Tak” wobec telefonu, który koniecznie trzeba odebrać i sms-a, na który trzeba odpisać. „Tak” dla teściowej z jej wizją porządku w naszym domu. „Tak” dla własnych rodziców, oczekujących dyspozycyjności w każdej chwili. „Tak” wobec wyobrażeń i presji, co to znaczy „być dorosłym”, „radzić sobie” i „odnosić sukces”.

Owe dorosłe wielokrotne „tak”, wypowiadane z poczucia bezradności i przymusu dopasowania się, odbierają siły, przestrzeń i czas na „tak” wobec potrzeb dzieci. Ich potrzebę uwagi. Bliskości. Spędzania razem czasu. Cierpliwości. Odpowiadania na pytania. Zabawy. Dziecięcych igraszek i beztroski.

Tam, gdzie cała energia wycieka na próby sprostania nierealnym i nieuprawnionym oczekiwaniom innych dorosłych, dzieci muszą być cicho, nie przeszkadzać, nie sprawiać kłopotu. Bo rodzice są już wycieńczeni dorosłymi sprawami.

Warto odzyskiwać swoje „tak” dla dzieci, mówiąc „nie” osobom, sprawom i przekonaniom, które pozbawiają nas sił. Które drenują i odbierają poczucie własnej integralności. I jednocześnie – możliwości realizowania siebie w jednej z najważniejszych naszych ról.

m

#bliskodzieci #bliskosiebie

Fot. Paul Hutton / Unsplash