Lato skończyło się nam jak urwany film w kinie starej daty i dramaturgia utworu zmieniła się wraz z montażem kolejnej szpuli. Scenografię wody, lasów i pól zamieniono na szkolne ławki, są problemy z doświetleniem scen: rano – ciemno, po południu – ciemno, a pomiędzy różnie to bywa. Aktorzy bledsi, z podkrążonymi oczami, rano wyglądają, jakby wcale się nie kładli, a w wolnych chwilach – o ile takie znajdą – podjadają albo piją kawę. Szałowe sandałki zamieniają na coraz bardziej zabudowane buty, apaszki na coraz grubsze szaliki – sprawy nieuchronnie zmierzają w stronę grudnia. I co tu zrobić, co zrobić? Piszę o kilku sposobach w ostatnim tekście dla portalu Aleteia Polska [KLIK].
Miejcie dobry, pogodny dzień 🙂
m