To jest serce, które narysował dla mnie nasz najmłodszy synek – czteroletni Pawełek. Z pomocą swojej Babci, która przyjechała z nim posiedzieć. Nie było mnie tylko dwie godziny. A jego „kocham Cię mamo” na powitanie było całkiem za darmo.
I myślę sobie, że tak kochają dzieci. Za darmo, za darmusieńko, za darmochę. Tylko za to, że się jest. Nawet jeśli z kołtunem na głowie i powyciąganej piżamie. Widzą nas pięknymi i niepowtarzalnymi. Bo jesteśmy.
Nie mówią: „będę cię kochać, jak będziesz ze mną spędzać więcej czasu. Będę cię kochać, jak będziesz mniej krzyczeć. Będę cię kochać, jeśli będziesz mnie przytulać. Jak ładnie zjesz i się pomalujesz. Jak na mnie zarobisz. Jak przestaniesz do mnie robić swoje cierpkie miny, odpychać mnie i mówić do mnie z wyższością.” Nawet jeśli tego od nas potrzebują, to nie stawiają takich warunków, by nas kochać. Nawet dzieci najbardziej dysfunkcyjnych i potrzebujących rodziców – kochają ich darmowym przywiązaniem.
I zastanawia mnie, dlaczego więc jako rodzice mielibyśmy próbować taką warunkową miłością z nimi handlować. „Będę cię kochać, jak będziesz grzeczny”. „Będę cię kochać, jak się szybko ubierzesz do przedszkola”. „Będę cię kochać, jak przestaniesz płakać/krzyczeć (potrzebować mnie)”.
No właśnie. Dlaczego.
Skoro one kochają za darmo, darmusieńko, za darmochę i potrzebują naszej miłości najbardziej na świecie – to czy naprawdę nie warto kochać ich tak samo? <3
m
#bliskodzieci #okruchycodzienności