Nie gasi knotka o nikłym płomyku

Nie gasi knotka o nikłym płomyku

Na koniec roku 2013 Boże Narodzenie przyszło dopiero dwa dni później. Choć myślałam, że nie przyjdzie wcale.

Dokładnie nie wiem, dlaczego przypomniał mi się rok 2013 i dlaczego o tym tak wiele i tak osobiście napisałam we wczorajszym tekście dla Aletei (KLIK). Z pewnością ów rok obfitował w ścieżki cierpienia, jakiego nie umiałam sobie wyobrazić i jakie przez wiele jeszcze lat trudno będzie mi w szczegółach opisać. Niech starczy obraz, jak z nadejściem wiosny codziennie klęczałam przed pralką w stosach brudnych ubrań i płakałam, nie mogąc zmusić siebie do włożenia prania do bębna. Gdy nie byłam w stanie zapamiętać niczego ważnego, bo grafik dnia tkał tylko ból. Nie wiedziałam wtedy, że to początek mojej bardzo długiej podróży w głąb siebie i wielkiego powrotu do głębin mojego serca, która wydała piękne owoce. Kryzys odkrył niezaleczone rany i pozwolił się nimi zająć. A życie przyniosło wiele oszałamiających niespodzianek, o których wtedy nawet bym nie śniła.

Ostatni rok także nie należał do łatwych. Żartowałam dziś przez telefon, że „magia świąt” nie odczarowała żadnego problemu; wszystkie troski grzecznie czekały, aż ucichnie świateczny gwar, by wrócić ze swoimi małymi i dużymi walizkami. Ale przecież się uczę. Skoro wtedy, kilka lat temu, kończąc swój trudny rok, dla wielu pytań nie miałam odpowiedzi, a jednak nadeszły – to znaczy, że wiele rozwiązań leży naprawdę poza naszą strefą wpływu. I często dopiero kolejne wydarznia odsłaniają sens poprzednich.

Zaufanie – to stawianie kroków mimo że nie widać, co jest za kolejnym zakrętem. To nitka pomiędzy tym, co jest teraz i tym, co będzie. Nitka między własną niepewnością i miłością Tego, który nie przestaje liczyć włosów na mojej głowie i zbierać łez do swojego bukłaka. Nie udziela rad, nie prawi kazań i nie gasi knotka o nikłym płomyku.

Małgorzata Rybak

2 komentarzy

Komentarze są zamknięte.