Napisałam kiedyś opowiadanie, w którym mała dziewczynka gubi w tłumie balonik i płacze. Podchodzi do niej starszy pan o bardzo poważnym wyglądzie i mówi: „Nie ma za czym płakać. Życie to same straty. Ja ćwiczę ciągle i bez mrugnięcia okiem tracę na czczo, dwa razy po śniadaniu i trzy razy po obiedzie”. Pan ten zapewne od dziesięcioleci nie uronił żadnej łzy.
Trochę chcemy sobie zrobić łatwiej, trochę nikt nam wcześniej nie pozwolił inaczej, trochę ćwiczymy się, jak ten pan, w olewaniu siebie, bo myślimy, że to nas zabezpieczy przed czuciem i cierpieniem.
W tym tekście dla Aletei [KLIK] dzielę się myślą, dlaczego pozwalanie sobie na przeżywanie strat z czującym sercem jest takie ważne – dla naszego życia i zdrowia psychicznego.
Bądźcie dobrzy dla siebie 💚
M
PS. W „Rozkwitalniku marzeń” [KLIK], który od czwartku dostępny jest już w sklepie, jest także „Strefa opłakiwania”. Bo bez opłakiwania nie mamy dostępu do naszych marzeń.
Fot. Pixabay