Taki widok z okna przywitał mnie wczoraj rano. Trochę jak ilustracja z rosyjskiej bajki, którą pamiętam z dzieciństwa, trochę jak uśmiech przyrody, która jednej nocy może wszystko tak cudownie przemalować. Ale że byłam po kiepskiej nocy i głównym odczuciem w ciele było niewyspanie, moje myśli pobiegły do tematu, który bliski jest mi w tych styczniowych dniach – do zamrożenia. I pomyślałam, że gdy my się zamrażamy, mamy wrażenie, że zamarza również wszystko wokół.
Zamraża się czas. Marzenia i nadzieje. Rzeczy, które nas ożywiały i o których pamiętaliśmy wczoraj. Kontakty. Opcje, które stają się nagle tak bardzo ograniczone i przedstawiają się jako wybory tylko zero-jeden. Kolory także pokrywają się szronem.
Zostaje nadzieja, że ktoś nas zobaczy. Ale pomyślcie, czy da się zobaczyć myszkę, która zamiera nieruchomo w szparze między szafą a ścianą? Czy człowiek o największym nawet sercu byłby w stanie ją stamtąd wydobyć i nakarmić?
Dlatego tyle kłopotu z niebieską strefą regulacji emocjonalnej, czyli zamrożeniem. To, co znajdujemy wtedy w sobie, nie pomaga nam szukać strategii wychodzenia z tego stanu albo szukania pomocy.
Dlatego nadal gorąco zapraszam na jutrzejszy warsztat „Lista na deszczowy dzień”. Będziemy szukać sposobów zaopiekowania siebie, gdy nadchodzi wewnętrzny mróz. Informacje znajdziecie TU [KLIK].
A jeśli chcecie ogrzewać się przez prawie cały luty przy temacie poczucia własnej wartości, to zapraszam na kurs online, który startuje pod koniec lutego. Można w nim uczestniczyć samodzielnie na platformie kursowej albo skorzystać z siły wspólnoty w zamkniętej grupie na FB. Informacje i zapisy znajdziecie TU [KLIK].
Ściskam Was, dołączając drugie zdjęcie – tego, co wisi u mnie na futrynie kuchennego okna. I co pozwoliło mi popatrzeć na te zamrożone okoliczności w sposób, który ogrzewa od środka.
Bądźcie dobrzy dla siebie 🧡
M