Chodziło mi o coś lekkiego. Raczej zabawa niż „praca nad relacją” (z którą też można przeholować, wierząc, że istnieje jakiś idealny i możliwy do realizacji w stu procentach schemat, w jaki można wsadzić dwoje ludzi). Bardziej uśmiech niż analiza. Coś raczej jak słoik aromatycznej konfitury niż krople żołądkowe Cioci Gieni.
Pomysł na Słoik Pełen Rozmów przyszedł mi podczas jednej z naszych z mężem rozmów. Ponieważ w ciągu ostatniego roku wiele przeszliśmy, rozmowy nasze przypominały niekończące się PTSD (zespół stresu pourazowego), gdzie dzielenie się przemyśleniami ma ciężki kaliber i z powodu sytuacji, która stanowi kopanie się ze ścianą, rozmowy nasze przynosiły więcej bólu niż nadziei. Pomyślałam, że gdyby mieć słoik lekkich tematów, to byśmy mogli o tych ciężkich, na które nie mamy wpływu, czasami zapomnieć.
Polecam Wam słoik, jeśli Wasza rozmowa kręci się wokół tych samych problemów, pretensji albo codziennych obowiązków. W słoiku są takie smaki, które zwracają nas sobie sprzed wielu lat, gdy byliśmy w sobie po uszy zakochani. I nie po to, by gloryfikować ten stan – bo jednak dojrzewanie miłości ma w sobie coś absolutnie bardziej pociągającego niż motyle w brzuchu – ale po to, by go na nowo włączyć do naszej historii. Bo mógł go przykryć kurz historii. Bo może nie wiemy o sobie nawzajem jeszcze wielu spraw i mnóstwo fragmentów naszych historii leży nietknięte.
W słoiku jest 57 lekkich tematów na krótką rozmowę. Pięć minut, może piętnaście. Weźmiecie tyle, ile chcecie i ile potrzebujecie. Wystarczy wziąć z półki pusty słoik i napełnić go zawartością, którą pobierzecie TUTAJ.
Smacznego!
Małgorzata Rybak