Coraz ciemniejsze robią się dni. Rozpoznają to jakoś szczególnie dobrze drzewa, które zmieniają liściom kolor*. Wbrew coraz bardziej szarej barwie nieba (gdy jechałam wczoraj na światłowód, by prowadzić warsztat o dbaniu o siebie, nad sobą miałam gorejące czerwienią i pomarańczem chmury – jak serdeczne i definitywne pożegnanie lata).
Bez światła się nie da. Moja ukochana fryzjerka powiedziała: „kupiłam już świece”. W końcu naprawdę potrzebujemy się ogrzać i doświetlić, bo jak inaczej żyć.
Konrad Sawicki, jeden z szefów portalu Aleteia, zapytał mnie w zeszłym tygodniu, czy napisałabym rozważania tajemnic różańca. „Czemu nie”, pomyślałam, jak nasz wysoki i chudy jak tyczka syn, gdy pytam, czy zje placki ziemniaczane (choć były już dwa obiady). Chciałam napisać o życiu po prostu, ale Redakcja zdecydowała, że napisałam czule. I tak zatytułowała cykl, który trwał od poniedziałku do dziś.
A dziś właśnie o tajemnicach światła, które koi lęk i rozrywa samotność – znajdziecie je TU [klik].
Bądźcie dobrzy dla siebie <3
M
Pozostałe części są tu: radosna [klik], bolesna [klik], chwalebna [klik].
*drzewa zrzucają liście, bo ich komórki są czułe na światło i rejestrują jego zmniejszoną ilość – stąd drzewo wie, że idzie jesień, powiedziała mi kiedyś nasza córka Ania, która kocha drzewa.
Fot. Pixabay