W piątek napisałam trzeci list o tym, co wspiera naszą odporność psychiczną – i dotarł on do skrzynek osób zapisanych na newsletter. Jeśli go nie widzieliście, zajrzyjcie do spamu, ofert, społeczności, bo newslettery bywają tam przydzielane z rozdzielnika Waszych poczt. I co, jeśli znajdujecie się w gronie osób, które na nie czekają, a on tam zostanie nieprzeczytany do końca świata albo znacznie krócej, bo przez tyle dni, ile Wasze serwery przechowują nieodczytane wiadomości? I będzie to kolejne rozminięcie w historii świata, a przecież tak bardzo potrzebujemy happy endów.
Jeśli nie możecie go znaleźć, przeczytacie go TU [KLIK].
Jeśli macie ochotę zapisać się na listy, to możecie to zrobić TU [KLIK].
A jeśli macie ochotę się wypisać, to technologia oferuje wszelkie do tego potrzebne guziki, dostępne w każdej chwili, bo najgorsze to trwać w czymś, co nam nie służy.
Czytającym dziękuję gorąco za to nasze połączeniu w poszukiwaniach tego, co sprzyja życiu <3
Bądźcie dobrzy dla siebie,
M
PS. Możecie nadal dołączyć do piątkowego warsztatu o złości [klik] lub dopisać się na warsztat o dbaniu [klik] o siebie w kolejnym tygodniu.
PPS. na zdjęcie wybrałam ładne tło, bo tak jak zaczynają opadać liście, u mnie też na biurku zalegają malownicze październikowe sterty – zeszytów, książek, sznurka jutowego, papieru i nici, obszywałam bowiem firankę (z fatalnym skutkiem unieruchomienia taśmy marszczącej – będę ją marszczyć teraz oddzielnie przy pomocy żyłki wędkarskiej, którą ze swojej starej wędki udostępnia mi mąż. Próbowaliście tego? Ja też nigdy wcześniej.)