Trzymać się

Trzymać się

To chyba jedno z trudniejszych przekonań – że trzeba się zawsze trzymać. „Ona dzielnie się trzyma”. „On się tak dobrze trzyma w tym wszystkim”.

Trzymać się – to dobra umiejętność. O ile nie jest takim rodzajem trzymania się, jakbyśmy smagali siebie batem. Po to, żeby nie czuć, żeby nie doświadczać słabości, żeby zawsze „sobie radzić”. Żeby spełnić wszystkie oczekiwania. W środku łzy mogą lać się deszczami smutku i bólu, ale coś każe się trzymać. Czasem poczucie odpowiedzialności za innych, których nie chcemy zawieść. Ale czasem takie przekonanie, nikt nas nie będzie chciał słabych. Albo że tylko my możemy dźwigać ten świat na plecach. I jakie jeszcze?

Dobrze jest trzymać się w taki sposób, jak mama trzyma małe dziecko. Bo ono gdzieś musi oprzeć głowę, która opada ze zmęczenia. Albo ze smutku. Albo z przeżyć, których jest zbyt wiele. Z bezradności. Z wypłakanych łez. Ze strachu. Dobrze jest tak blisko trzymać siebie, tak stać po swojej stronie, tak siebie rozumieć i mieć tak wiele ciepła dla siebie samej/samego. Dobrze jest tak siebie blisko trzymać, by wybierać to, co służy, wzmacnia i wspiera.

Myślę, że czasem potrzeba też pozwolić sobie przestać się się trzymać. Czasem po prostu dalej już trzymać się nie da i potrzeba być trzymanym. Poszukać tych, co mogą trzymać nas. Pozwalać im na to. I dać się trzymać Bogu, który widzi zmęczenie ponad siły, łzy i lęk – i bierze w ramiona, bo nikt wtedy nie powinien być sam.

m

#bliskosiebie #bliskodrugiego