Znamienne, że dzień Wielkiej Ciszy – to dzień rozdzielenia duszy od ciała, które wziąwszy na siebie ciężar tak wielkiej przemocy, potrzebowało oddać go ziemi. I wytłumaczyć wszystkim raz na zawsze, że przemoc, obojętnie czy wlana pasem, czy wsączona kroplami słów pełnych odrzucenia, kopie w sercu Rów Mariański, i oddziela nie tylko od innych, ale najpierw od własnego ciała.
Może już dawno nam je zabrano i nie wiadomo, gdzie je położono.
Zabrano zimnym chowem, gdy marzło i nikt nie ogrzał ani nie ukołysał. Odebrano wypłakiwaniem, bo płacz to zdrowie, a jak popłacze, to zaśnie. Rozerwano wciskaniem jeszcze kotlecika za babcię i kartofelka za wujka. Gdzieś położono jak przedmiot, który się przestawia, żeby nie przeszkadzał. Zakrzyczano, by nie czuło. Złożono w depozyt instytucji, żeby się nie wierciło i nie skakało. Wybito z głowy wysiadywaniem w szkolnej ławce z przerwami na siku tylko dla grzecznych. Obnażano wielokrotnie oceną i wyśmiewaniem. Wmówiono medalami, że tylko zaharowane jest coś warte.
I dziś nawet nie wiemy, co i kiedy w nim umarło. W czyim grobie leży.
Co czujemy i gdzie czujemy, i co nam to przypomina.
Czego pragniemy, gdy w szarej godzinie bez snu i bez działania tylko niepokój przemawia z poduszki.
Jeszcze chwila. Jeszcze tylko kilka chwil. Gdy On zwiedza otchłań, już tęskni za swoim ciałem. I tą łzą, która nie wiadomo skąd przychodzi do zgarbionych pleców, mówi łagodnie, że wolno usłyszeć tęsknotę za własnym ciałem. Za własnym zdaniem. Za własną miarą. Że nie wszystko stracone. Że jeśli nie wiemy, od czego zacząć, możemy zacząć od otulenia tego biednego ciała chustą albo kocem. Ubrania skarpetek, gdy nam zimno. Spania, gdy chce nam się spać. Płakania, gdy chce się płakać. Słów „muszę iść”, gdy nie jesteśmy w stanie dalej słuchać.
Ponieważ On wie, jak to jest – ciało stracić i je znów odzyskać, może pomóc przywrócić w nim czucie. Bo przecież bez ciała nie da się żyć.
O co prosi Cię dziś Twoje ciało? Co się stanie, gdy dostanie tego choć kawałek? A jeśli więcej?
Bądźcie dobrzy dla siebie <3
M
Fot. Danielle Donson / Unsplash
Dziękuję. Nigdy tak o tym nie myślałam. Bardzo poruszające.
Wszystkiego dobrego Świątecznie!
Czytam ten wpis już drugi raz i jakoś mnie strasznie mocno rusza. Nie wiem dokładnie dlaczego. Może nie zwykłam łączyć tajemnic Wielkiej Soboty z tym, co takie ludzkie, takie namacalne… I że w tym, co ludzkie i namacalne można te tajemnice odkryć i przeżywać… Z drugiej strony niby czemu nie, skoro Jezus był też człowiekiem, miał ciało i to wszystko, co się z nim łączy było też i Jego doświadczeniem. Ładnie potrafić to opisać Małgosiu, ponazywać. Jest coś w tym, że przez wiele lat myślałam o Jezusie jako o kimś, kto niemalże chodził 10 cm nad ziemią. A przecież tak nie było. A przecież tak nie było…