„Zjedz i odpocznij”

„Zjedz i odpocznij”

„Zjedz i odpocznij” – taki znak, zapraszający do zatrzymania się w przydrożnym zajeździe, napotkałam wracając w ostatnią sobotę z naszymi nastolatkami z gór. Nie „obiady domowe”, nie „zupa dnia za 10 zł”, tylko właśnie to: „zjedz i odpocznij”.

Bardzo wiele czasu tego lata spędziłam poza domem, z tego kilka razy byliśmy w górach. Tam to jest jakieś oczywiste – na chodzenie w długie trasy potrzebne są kanapki, woda, ciepła herbata, baton. Z córką spędzałyśmy na szlaku po 8 godzin i planowałyśmy, by po drodze były schroniska. Jak w górach nie zjesz, to na 20 km po prostu staniesz. Odetnie ci prąd.

Ciekawe, że w codziennym życiu to nie zawsze jest oczywiste, choć od rana do wieczora przemierzamy i góry wysiłku, i pustkowia bezradności, i ulewy, i burze, i skwar. Tyle się dzieje, ale dla rodziców to nie jest oczywiste, że dla bazowego dobrostanu potrzebujemy zjeść i odpocząć. I zrobić siku też. W codzienności założenie bywa takie, że jakaś nieograniczona ilość naszych zasobów ogarnie wszystko, co wymyślimy, że trzeba zrobić. Jak nie u ludzi, ale u maszyn albo istot bezcielesnych.

A gdyby spróbować planować od końca – od najważniejszego – kiedy dziś odpocznę? Co mam ochotę zrobić takiego, co mnie uszczęśliwi? Kiedy pooddycham świeżym powietrzem? Ile godzin potrzebuję spać? A do tego dodać całą resztę?

Ja myślę, że moja wewnętrzna bateria tak właśnie potrzebuje układać wszelkie „grafiki”. Żeby mi starczyło prądu nie ledwo do wieczora i ledwo do piątku, ale żeby życie miało jeszcze uśmiech i smak, który można dzielić z bliskimi 💚

Bądźcie dobrzy dla siebie 🧡

m