„A” jak „adaptacja”

„A” jak „adaptacja”

Robiliśmy to dopiero co na początku wakacji – adaptowaliśmy się do wakacji. W moim poczuciu, a pewnie z doznaniach wielu z Was, było to przyjemniejsze niż adaptacja, przed którą stajemy teraz. Rodzice i nie rodzice.

Wszyscy witaliśmy lato, z długimi dniami, pięknymi zachodami słońca, lodami, goframi i jakimś większym lub mniejszym kawałkiem wakacyjnej przygody.

Karmiliśmy zmysły truskawkami, chodzeniem boso po trawie czy piasku, wąchaniem lawendy.

Mam nadzieję, że udało się Wam złapać choć trochę rozleniwienia. Życzyłabym Wam, żeby było go więcej niż mniej – bo gdy się rozleniwiamy, nasze układy nerwowe mogą sobie przypominać, co to dla nas znaczy „bezpiecznie” i „normalnie”.

Adaptacja wrześniowa jednak zwiastuje trudniejszy czas. Dzień zacznie się skracać, nie tylko dlatego, że oś Ziemi inaczej ustawi się względem Słońca, które nasza planeta okrąża w ciągu roku – skróci go większa ilość spraw do załatwienia w krótszym czasie.

Przynajmniej takie ponaglenie możemy w sobie czuć – by zabrać sobie wszystko, co przyniosło lato i wypoczynek.

Chcę z Wami zrobić krótkie przystanki przy różnych słowach, które kojarzą mi się z adaptacją. Trzymając kciuki za Was i za siebie.

Bądźcie dobrzy dla siebie, bo w adaptacji to bardzo potrzebne
Małgosia