Podczas mojego lipcowego urlopu – dzięki tak zwanej „brzydkiej” pogodzie – mogłam również trochę pobawić się malowaniem.
Spakowana torba z farbami i tym, co potrzeba, by się rozłożyć w jakimkolwiek miejscu, towarzyszy mi w domu tak, jak torba na siłownię. I jak myśl, że życie jest krótkie, więc nie ma sensu czekać na specjalne okazje i doskonałe okoliczności.
Dziewczynka, która dotąd się ukrywała na obrazach, wyłoniła się na pierwszy plan.
„Witaj, miło cię bliżej poznać”, powiedziałam, a może powiedziała to ona.
Ponieważ na pagórkowatym pojezierzu bardzo wiało, chciałam namalować wiatr. Taki, który jest w drzewach, uszach, głowie, chmurach. Który szumi przyjemnie, kołysząc do odpoczynku.
Dziewczynka wraca ze szwendania się po łąkach. W głowie ma myśli tylko naleśnikach na obiad i malinowym soku.
Zaraz spotka się z innymi dziećmi i opowie, że widziała konika polnego i wielką ropuchę. Leżała w rumianku i oglądała niebo, sprawdzając, jak słońce prześwietla palce.
Moje urlopowe piękne miejsce to okolice, gdzie moja rodzina od strony mamy ma swoje korzenie. Przyjeżdżałam w te strony na najlepsze wakacje życia. Pełne śmiechu, przygód, kontaktu, śmiechu do utraty tchu.
Mam taką myśl, że w malowaniu nie chodzi o to, żeby przebić van Gogha albo chociaż być jak on, choć w sumie na lekcjach plastyki tego się właśnie uczymy: malowania dla efektu. Dla oceny.
Nikt nam nie mówi, ile w tym procesie można znaleźć przyjemności.
Ile można znaleźć wspomnień, marzeń, odpoczynku.
Ile zasobów do prowadzenia zwykłego i niezwykłego życia.
21. września zaczynamy 12-tygodniową „Drogę Artysty”. Będziemy sobie pozwalać na bycie twórczymi, odklejać się od smartfonów, uobecniać się. Serdecznie zapraszam, jeśli chcesz przedłużyć wakacje na jesień i uczyć się, jak mieć czas na spotkanie ze sobą.
Zapraszam serdecznie, zarezerwuj sobie miejsce. Informacje znajdziesz TU [KLIK].
Bądź dobry, dobra dla siebie
Małgosia
