Filiżanka

Zbieram filiżanki od dawna. Skupuję wyprzedawane pojedyncze sztuki, umawiam się potem z nimi na kawę. Od jakiegoś czasu jednak filiżanka stała się dla mnie bardzo bliska jako symbol. Krucha i delikatna, jak rozmaite części nas. Najczęściej niesie jakąś historię – dlaczego w ogóle pojawiła się w domu. Może zachwycać szczegółami ornamentu i urzekać prostym, minimalistycznym wzornictwem, ale coś opowiadają o niej także uszczerbienia i pęknięcia. Żeby można było się z niej napić, potrzeba ją najpierw napełnić.

Nie można jej postawić na brzegu stołu, bo spadnie. Nie można jej po prostu wrzucić do szuflady, bo się potłucze. Wymaga ochrony, czujności. Delikatności, bo sama jest delikatna.

Filiżanka jest skromną bohaterką warsztatu o poczuciu własnej wartości. I mimo, że taka błaha i mała, na ogół zostaje na długo w pamięci uczestniczek. Na jednym z warsztatów pokazałam piękny, kolorowy kubek, przeznaczony na zniszczenie. Wiele osób zaprotestowało. Opowiedziałam wtedy o tym, jak znalazła się w moich rękach – prosiłam różne osoby o stare filiżanki i Siostra z Fundacji przyniosła mi właśnie tą. „Ojej, ale ona jest taka ładna!” – ja także miałam obiekcje. „Może i ładna”- odpowiedziała mi Siostra – „ale nikt jej nie chciał”.

Dobrze jest pomyśleć o sobie jak o takim kruchym, wrażliwym naczyniu – i otoczyć siebie troską i uwagą. Im bardziej kruche są części w nas, może posklejane już wieloma plasterkami – tym bardziej je w sobie przytulać. Przecież byłoby irracjonalne traktować brutalnie coś, co już jest nadłamane, w nadziei, że od krzyku i rzucania o ścianę właśnie się naprawi. A często tak sobie robimy, myśląc, że to ta droga. Czasami robimy to także drugiemu człowiekowi. Nic dziwnego, że wynika z tego tylko rozbicie.

M

PS. Proszę, jeśli macie stare, niepotrzebne filiżanki (mogą być uszkodzone) – chętnie je przygarnę w każdych ilościach dla potrzeb warsztatów, w tym także warsztatów dla małżeństw, które cały czas chodzą mi po głowie.

Rysunek pastelami olejowymi – mój, na podstawie zdjęcia kanadyjskiej autorki „Tea For Two” znalezionego w sieci wieki temu

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *