„Twórczość jest tlenem dla duszy”, pisała Julia Cameron.
Zostawiamy ją „prawdziwym twórcom” i „artystom”.
Nasze myśli biegną ku rysowaniu („nie umiem”) albo pisaniu wierszy („dawno temu jeden”). Śpiewanie pod prysznicem oceniani jako „wielkie nic” w porównaniu z występem w „The Voice of Poland”.
Oddajemy przywilej tworzenia nielicznej garstce. Uzależniamy korzystanie z niego od ilości osób na widowni, komplementów, zasięgów – a co, gdy ich brak?
Tworzenie to powód, dla którego jesteśmy na świecie. Możemy stwarzać albo niszczyć – naszą codzienność, więzi, marzenia.
Korzystać z przywileju tworzenia – to zdrowieć. Uznawać za ważne swoje myśli, przeżycia i wyobraźnię. Tworzyć (obraz, wpis w pamiętniku albo kolację) to być przy sobie w kochający sposób.
Gdy uznajemy siebie i traktujemy siebie poważnie i z miłością, tak wiele znowu staje się możliwe. Rozkwit w zwykłej (i niezwykłej) codzienności, sięganie po nowe, zmiana.
Bardzo się cieszę z projektu, który zaplanowałam na jesień.
Przygotowałam go jeszcze na początku maja i schowałam do szuflady. Zrobiłam tak, jak wielu z nas, gdy coś tworzy.
O instynkcie chowania naszej twórczości porozmawiamy także w grupie rozwojowej „Droga Artysty”. Potrwa ona 12 tygodni, tak jak zaproponowała to Julia Cameron.
Zaczniemy pod koniec września, bo dla większości z nas początek tego miesiąca to trud adaptacji, a ja dodatkowo będę kończyć pisać książkę o granicach. Skończymy z zapasem przed Bożym Narodzeniem.
Szczegóły znajdziecie TU [KLIK]
A jeśli zbierze się wystarczające grono chętnych, możemy także pospotykać się także wokół tematu we Wrocławiu – raz w miesiącu, na Wyspie Mocy, przez najbliższy rok szkolny. Dawajcie znać.
Bądźcie dobrzy dla siebie
Małgosia
Na zdjęciu w sukience i kolczykach wybranych przez ogromnie twórczą córkę Annę, z wiatrem we włosach (jak bardzo nam go trzeba, by wydobywał nas z kokonów powstrzymywania impulsów prowadzących ku życiu!)
