Jak znajdujemy nasze drugie i każde kolejne życie?
Dziewczyny z naszej tajnej grupy „Kulturka” znalazły perełkę i ogromnie się cieszę, że rzuciłam wszystko i poszłam do kina.
„Drugie życie” opowiada o kobiecie, która owdowiała dawno temu, wypuściła w świat córkę i doczekała się wnuków.
Można oczekiwać, że teraz zacznie się historia długiej samotności i zmierzania ścieżką zgorzknienia.
Jednak María Ángeles celebruje codzienne szczęścia – schodzi z piętra na targową uliczkę Tangeru i zna tam twarz każdego sprzedawcy i chłopaków pod barem. Zamienia z nimi ciepłe „Dzień dobry” i „Jak leci?”, gdy zanurza się we wszystkie pięć zmysłów podczas zakupów.
Drugim bohaterem filmu jest jej mieszkanie. To prawdziwy „dom”: kąty są znane, bliskie, służą świętowaniu życia – wieczorem w bujanym fotelu albo w kuchni z ulubioną patelnią do paeli, której zazdrości jej sąsiadka.
Jednak sprawy zmieniają obrót, gdy przylatuje do niej córka, Carmen. W północne Maroko wnosi powiew naszej europejskości: pośpiech, zestresowanie do szpiku kości, kredyty, brak pieniędzy, brak czasu.
Współczujemy jej i jednocześnie jasne staje się, że nieludzka kultura odarła ją z namysłu nad tym, jak załatwiać sprawy po ludzku. Oświadcza matce, że sprzedaje jej mieszkanie i z dnia na dzień zarządza wyprowadzkę do domu starców.
Wszystkie ukochane bibeloty odkupuje za bezcen antykwariusz, a Maríi zostaje jedynie bogato zdobione lusterko w kształcie wachlarza i stare fotografie.
Rozstawia je w maleńkim pokoiku w luksusowym domu opieki.
Widzimy jednak – po wózkach z obiadami, stojakach na kroplówki, stroju personelu – że to bardziej szpital niż dom.
Gdy pracowałam jako studentka w niemieckim domu starców w Badenii-Wirtembergii – wiedzieliśmy, że ludzie czują, że to „Endstazion”. Stacja końcowa.
Dlatego María Ángeles zarządza ucieczkę. I tak rozpoczyna się pełna ciepłego humoru i mądrości opowieść o drugim życiu.
To film o byciu szczęśliwym we własnym towarzystwie i o roli więzi.
Nie tylko wielkich i ważnych, ale o roli codziennych kontaktów.
O tym jak trzyma nas społeczna sieć – nie ta internetowa, ale ta składająca się choćby z najzwyklejszych kontaktów. Tak jak w tajnej grupie „Kulturka” (jeśli takiej nie macie, to odważcie się i załóżcie ją sami! Raz na jakiś czas kino, a godzinę wcześniej – wspólna kawa i koniecznie dużo śmiechu).
To film o odwadze i rezyliencji. O tym, że można odbudować życie z pomocą sprytu, działania i wsparcia otoczenia.
To film o granicach i szczerości z własnym wewnętrznym światem.
Do smakowania, uobecniania się, bez fajerwerków i pośpiechu.
