Gdy druga strona potrzebuje wsparcia

Tak się poskładało, że w tym roku i ja, i mój mąż, idziemy ścieżką wyjątkowo trudnych doświadczeń, które wymagają wielkiej pracy wewnętrznej, by je unieść i przy tym ocalić swoje człowieczeństwo – to znaczy kochać, działać i być. I to w taki sposób, który wydobywa z serca, co najszlachetniejsze, mimo że człowiek czuje się miażdżony na kawałki. Jest w tym jednak jakieś piękno, i tak je odnajduję pośród osobistych burz każdego z nas: że jesteśmy w tym razem. Trud przeżywany przez każde z nas wzmaga wrażliwość na cierpienie drugiego.

Dużo myślę o tym, czym jest wsparcie. Gdy mamy je dawać drugiej stronie, naturalna potrzeba ochrony współmałżonka/i przed złem pcha nieraz ku radykalnym działaniom. Coś poradzić. Wypowiedzieć się, co należało by zrobić, jak pomyśleć, czego nie czuć, a jakie uczucia żywić zammiast tego. Tak bardzo jesteśmy gotowi ratować drugą stronę przed cierpieniem, że chętnie wzięlibyśmy je na siebie sami. Tymczasem w tak wielu sprawach pozostaje tylko bezsilność, mimo że wszystko w środku krzyczy: STOP!!! Nie chcę dla Ciebie już więcej bólu, trudu, kłopotów.

Łatwiej jest rozumieć, czym jest wsparcie, gdy samemu się go potrzebuje. Okazuje się wtedy, że dobre rady są w cenie, ale tylko podane z wielką delikatnością i dużą dozą realizmu. I tutaj zdania typu “masz ciężką sytuację w pracy – to ją rzuć” są przykładami trafiania kulą w płot.

Myślę o kilku sprawach, które mogą rzeczywiście pomóc:

– słuchanie – nie tylko słów, które mogą być ciągle o tej samej niemocy, ale i emocji, które za słowami stoją. W tym także słuchanie, gdy druga strona milczy i nie wie, co powiedzieć, bo słowa są za trudne;

– odwracanie uwagi, zwłaszcza od cierpienia długotrwałego, ktorego wiadomo, że nie da się uleczyć w przysłowiowe pięć minut (tu pomocne sprawy to dobry film, książka, goście);

– i chyba najważniejsze – docenienie daru drugiej strony, mimo że wydaje się, że tzw. “wydajność” spada. Człowiek, który przechodzi przez ciemny tunel, sam jeden wie, ile potrzeba wysiłku, by podążać ścieżką codziennych obowiązków i słuchania potrzeb innych członków rodziny. Oznacza to, że w sytuacji życiowych burz trzeba po prostu obniżyć poprzeczkę oczekiwań, zwłaszcza w sprawach drugorzędnych, jak to, w którym sklepie zrobimy zakupy czy ile dzisiaj dań na obiad. Przeciwnie, każdy gest daru z siebie, zapomnienia o sobie – ponieważ kosztuje tak wiele, powinien być tym bardziej doceniany.

Dom jest pierwszym i ostatnim miejscem, w którym szukamy wsparcia, zderzając się z wyzwaniami nieraz zdającymi się nas przerastać. Jeśli właśnie w domu dostaniemy w trudnych sytuacjach życiowych jeszcze worek wyrzutów na plecy, właściwie nie ma już gdzie się schować.

Możemy nie mieć pojęcia, dlaczego drogiego nam człowieka spotyka cierpienie – ani co ono sprawi w nim samym. Na pewno jednak każda taka sytuacja może stać się szansą pokazania, że Ciebie kocham.

Małgorzata Rybak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *