Miałam marzenie, by mój ogród był dziki i by sam o siebie dbał.
Jestem w takim momencie życia, że nie potrzebuję kolejnego wielkiego zadania ani wyzwania, bo ono mi się już nigdzie nie zmieści. Ogród więc miał nie być zadaniem, ale wytchnieniem.
Moje marzenie się spełnia, ogród staje się coraz bardziej dziki i dbający o siebie. Roślin jest tyle, żeby dać mało miejsca chwastom albo dobrze je ukryć.
Nie wydałam na komponowanie go milionów monet, których nie mam; nie zatrudniłam architektów zieleni i niestety nie przeczytałam wielu książek, choć pewnie wiele jest pięknych. Z przejrzanego bardzo pobieżnie „Ogrodu Bellingham”, który pożyczyłam kiedyś od przyjaciółki, zapamiętałam na przykład, że „ogrodnik zawsze nosi ze sobą sekator”. I myślę, że z tych lektur miałabym może wiele takich przydatnych myśli.
Cóż, zostają mi na ten moment własne pragnienia, marzenia i intuicje.
Nie wydałam też kroci na rośliny. Mam mnóstwo bylin i biorę do ręki niemal każdą samosiejkę, by czule zanieść ją w inne miejsce i by ogród mógł się rozrastać.
Większość jednak z moich działań wyraża troskę o mój czas i o przyszłość. Myślę o tym, jak coś będzie wyglądało teraz i o tym, jak ogromnie mnie ucieszy za rok albo już na przyszłą wiosnę. Przyszła wiosna jest przecież za osiem miesięcy.
Dlatego sieję łubiny, bo teraz „nic z nich nie będzie” oprócz kilku liści, ale za rok, choćby się wydawało, że nie przetrwały zimy, w końcu wychylą się z ziemi i zaskoczą mnie oszałamiającym pięknem.
Zajmowanie się ogrodem uczy mnie zajmować się życiem. Co siać, co pielęgnować, co podlewać, by mogło być zielone. By za rok mogło zakwitnąć, a za dwa lata zachwycić.
Wiadomo, jest ryzyko, że nie. Ale bez ryzyka będzie tylko jałowe pole.
Zapraszam Was serdecznie na warsztat „Czas na Twoje życie” – o naszej relacji z czasem i tym, co dla nas ważne.
Poprowadzę go na ZOOM 28.07. o godz. 18:30-21:00.
Szczegóły TU [KLIK].
Bądźcie dobrzy dla siebie i twórzcie dla siebie dobry czas
Małgosia
