Objawienie

Objawienie

W tym świątecznym dniu chciałabym Was zaprosić do spotkania z dwoma tematami. ⭐️

Pierwszy – dotyczy tego, co dziś świętujemy. Sytuacji, gdy Bóg, którego imienia nie wymawiano nawet na głos ze strachu przed Nim, rodzi się w ludzkim ciele na sianku. I to właśnie niemowlęciu, które jeszcze nie zna żadnych mądrych słów, mędrcy oddają pokłon.

To jak metaforyczny powrót, możliwy dopiero, gdy życiowe doświadczenia już nam pokazały, ile jest warta głowa oderwana od ciała, i w końcu zamiast wiedzy zaczynamy szukać mądrości. I podążamy za gwiazdą. Za głosem kwilenia malutkiego dziecka w nas. Jak napisała kiedyś Magdalena Tulli w przejmujących do szpiku „Włoskich szpilkach”, podejmujemy wędrówkę po kalendarzu w odwrotnym kierunku, niż biegnie czas. I wracamy do siebie małych, bezbronnych, opuszczonych – w nas samych.

A tam nieuchronnie czeka na nas ciało. Czasem to, którego imienia także boimy się wymawiać, tak mogliśmy zapamiętać, że jest złe, krnąbrne, nie-nasze. Że to inni wiedzą lepiej niż my, czy głodne, czy chciałoby poskakać albo siedzieć cicho, odpocząć czy być w mobilizacji.

Ten artykuł o spotkaniu z własnym ciałem w Boże Narodzenie napisałam niedawno dla Aletei, znajdziecie go TU [KLIK].

Drugi temat, przy jakim dobrze się zatrzymać w styczniu, to przełom roku i uczucia, jakie nam wtedy towarzyszą. Wierzę głęboko, że nie warto ignorować – ścisku w żołądku, poczucia przytłoczenia albo spięcia i presji, smutku albo żalu, czy czegokolwiek innego trudnego, co dzieje się w nas. Bo głos tego, co ignorowane, rośnie w siłę i staje się w nas jeszcze donośniejszy.

W drugim tekście [KLIK] – podpowiadam dwie rzeczy, które mogą nam pomóc poczuć grunt pod nogami i spojrzeć ku przyszłości.

Dobrego świętowania, znajdowania co dzień gwiazdy i powrotu do tego, co pierwsze, bezbronne i małe, by z tym być, by to ukołysać, by obiecać sobie w Nowym Roku, że siebie nie opuścimy, tak jak On nie opuszcza nas 🧡

Bądźcie dobrzy dla siebie 💚
M