Święto domu

Święto domu

Usłyszałam wczoraj w RMF Classic, które szukało sposobów na świętowanie dzisiejszego dnia, że to także „święto domu”. I bardzo to do mnie przemówiło. W tych coraz bardziej domowych okolicznościach, w jakich funkcjonujemy – jak dobrze byłoby poczuć się „jak w domu”. Rozgościć się. Najpierw w sobie i w swoim ciele. Potem w przestrzeni wokół nas. By stawała się bliska i przyjazna.

Święto ojczyzny i domu mogłoby się zacząć od poszukania skrawka własnego miejsca. I akceptacji, że każdy domownik taki ważny skrawek potrzebuje mieć. Na warsztatach „Złap życie” opowiadałam, jak to ważne, by mieć chociaż fotel, na którym można sobie ze sobą samą posiedzieć.

Swój fotel wtargałam pięć lat temu do sypialni; szczęśliwie akurat nie mieścił się i zawadzał innym w jadalni. Spędziłam w nim niejedną noc, karmiąc naszego najmłodszego synka, z poczuciem, że mam oparcie. Że daję sobie dobrą, przytulną i bezpieczną przestrzeń, by ten malutki człowiek mógł oprzeć się na mnie i poczuć bezpiecznie.

W ostatnim czasie fotel obrósł odzieżą, ale ktoś bliski mi przypomniał, że fotele mogą też służyć do siedzenia. I w końcu kilka dni temu znowu w nim usiadłam, tym razem mogąc uspokoić tam siebie samą i zatrzymać na chwilę „dzianie się”.

Może to taki dzień wdzięczności za ziemię pod własnymi stopami. Za dach nad głową. Za ludzi obok. Za to, że możemy sobie nawzajem dawać przestrzeń. Być w życzliwości i zaciekawieniu. I że to wszystko się ze sobą nie kłóci, ale wzajemnie wspiera i karmi: szacunek wobec siebie samego i branie pod uwagę innych. Opiekowanie się sobą i nalewanie do własnego kubeczka – i napełnianie życia innych tym, co je ubogaca.

Bądźcie dobrzy dla siebie 💚

m