Gdy pisanie książki o granicach ma już na widoku bardzo konkretną metę w postaci terminu oddania manuskryptu do Wydawnictwa, mam pokusę, by zaszyć się przed światem w wysokiej wieży.
Nie dogoni mnie tam paczka w paczkomacie, księgowość, pranie albo głód w rodzinie.
Niech szumi mi morze albo chociaż wiatr, skoro morza blisko brak, niech wygłuszy wszelkie wezwania, bu został mi tylko szelest słów.
Będę w nich wybierać i przebierać jak młoda dziewczyna w odżywkach do włosów w rossmanie, albo jak pani, która w pasmanterii dobiera lamówkę do patchworkowej sukienki.
Gdy próbuję zabarykadować się w wystarczająco odległym pokoju, mój umysł domaga się paprykowych czipsów, kawy, czekolady gorzkiej jak noc, z orzechami wielkimi jak Ganimedes, największy księżyc Jowisza.
I dochodzę do wniosku, że bodźców mu trzeba, które z głodu ubiera w marzenia o papryce. Wyjścia na słońce, książki, tańca, restauracji.
Jeśli chcemy wytwarzać poważne sprawy, potrzebujemy zabawy i sztuki. Pięknego filmu i zapatrzenia w dal.
21.09. wyruszymy w 12-tygodniową „Drogę Artysty”. Będziemy chronić siebie w naszych zajętych życiach przed zagłodzeniem – brakiem bodźców i niedoborem twórczej wspólnoty.
Teraz dołączysz do programu w cenie „early bird”.
Informacje i zapisy TU [KLIK].
Bądź dobry, dobra dla siebie
Małgosia
Ps. Pozdrawiam Was z pociągu, który wiezie mnie z dorosłym synem do Krakowa na koncert Jacoba Colliera
🧡
