„A” jak „ambiwalencja”

„A” jak „ambiwalencja”

W sierpniowo-wrześniowej adaptacji tym niewygodnym czymś, czego ty i ja możemy doświadczać, jest ambiwalencja.

Czyli wędrowanie od jednych do drugich stanów emocjonalnych, pozornie sprzecznych.

I cieszę się, że zrobi się w końcu chłodniej i skończą się susze, i obawiam się deszczu i zimna.

I przypominam sobie, że wiosną kupiłam sobie ładne buty, które będą jak znalazł na ten sezon, i martwię się, jak będę rano wstawać z łóżka, gdy trudno będzie się wydostać spod ciepłej kołdry.

I cieszę się, że dzieci pójdą do przedszkola, szkoły i na swoje ulubione zajęcia, i przybija mnie wizja dojazdów i zdążania na czas.

Tej ambiwalencji możemy doświadczać sporo i warto wiedzieć, że to naturalne. Że możemy wstawiać „i”, które połączy żal, ulgę, ekscytację, niepokój. By mogły w nas mieszkać obok siebie.

Ważne, by być ze sobą samym w tym czasie na progu lata i jesieni jak własny przyjaciel.

I pamiętać, że wszyscy jedziemy na jednym wózku. Z pozoru błahe rozmowy, jak „Ale zimny dziś wieczór” albo „Jeszcze nie mam wyprawki!”, podobnie żarty i marudzenie – to społeczne wsparcie, jakiego sobie nawzajem udzielamy.

W adaptacji kontakt i poczucie wspólnoty ma wielki sens – choć nadal jest trudna, przebiega wtedy łatwiej.

Bądźcie dobrzy dla siebie
Małgosia
Ps. Nie zapomniałam, że mam też dla Was sposób na adaptację – aktualne jest moje zaproszenie do grupy rozwojowej „Droga Artysty”. Wiele tam będzie patentów na wspieranie siebie w przechodzeniu do jesieni, by była kolorowa, twórcza, uważna. Zaczynamy 21.09. Teraz można dołączyć w cenie „early bird”. Szczegóły TU [KLIK].

Na zdjęciu moje ukochane wakacyjne miejsce w Polsce, pośrodku jezior i pagórków.