Andrzejkowo, mikołajkowo i po sąsiedzku

W tym roku nie świętowaliśmy andrzejek, co było do tej pory tradycją naszego domu. Przeorani doświadczeniami tego roku, potrzebowaliśmy uszanować naszą kondycję po trudnych przeżyciach. Urządzanie wielkiej fety byłoby jakąś nieprawdą na temat naszej potrzeby kontaktu, która stała się o wiele bardziej niepewna, kameralna, skupiona na rozmowie, szukaniu zrozumienia, nadziei i empatycznym odkopywaniu nitek przyjaźni, gdy przestały nas łączyć z innymi “wielkie projekty”, do kórych wnieśliśmy większość naszych relacji, a z których z przyczyn obiektywnych trzeba było się wycofać.

Ale ja nie o tym. 🙂 Życie jest pełne niespodzianek i to też odkrycie ostatniego roku. Tydzień temu przyszła do nas w piątek sąsiadka z zaproszeniem na przyjęcie integracyjne, które postanowiła wyprawić na drugi dzień dla mieszkańców najbliższych domków. A ponieważ okazało się, że poza najbliższymi sąsiadami z naszego bliźniaka nikt w okolicy nie wie, czy istnieję i jak wyglądam – Andrzej nie musiał mnie wypychać na ten event. Czułam potrzebę okazania dowodów mojej tożsamości. Jak się zresztą okazało po pokonaniu kilku metrów, dzielących nasze domy, był to event andrzejkowy.

Relację z tego, jak było, i wnioski zamieściłam TU. Wnioski także o tym, dlaczego lokalne więzi sąsiedzkie zamierają – i będą to zupełnie inne wnioski od tych, jakie wymienilibyście z marszu.

PS. Mikołaj to też dobry moment na sąsiedzkie ocieplenie.

Dobrego dnia z wieloma niespodziankami, które sprawicie 🙂

Małgorzata Rybak

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *