Chciałam Wam napisać

Chciałam Wam napisać

Chciałam napisać Wam o tym w piątek, ale nie miałam siły. Chciałam napisać w sobotę, ale nie miałam siły. Wczoraj nawet nie miałam siły pomyśleć o tym, że chciałam napisać.

Chciałam Wam napisać, jaki bogaty w wydarzenia i jaki ciężki był dla mnie ostatni miesiąc. I o tym, jak bardzo nie mam siły.

Chorowałam. Przeziębiłam się w drugim tygodniu listopada – straciłam głos, rozłożyła mnie gorączka, a potem wszystko przeszło w ostre zapalenie zatok. Chorowałam też na ostre zapalenie pęcherza. Leżałam w domu i zażywałam stosowne mikstury, ale nic nie pomagało. Kilka razy w tym czasie bardzo płakałam. Z bólu. Z bezradności. I że kolejna pani w obsłudze sklepu, do którego wstąpiłam po drodze do apteki po dżem – zapytana o to, gdzie go znajdę, odpowiedziała mi: „Nie wiem”. A ja ledwo powłóczyłam nogami i miałam wrażenie, że dzieli mnie od niezbadanego miejsca jego pobytu tysiąc mil podwodnej żeglugi. Płakałam, bo ktoś mi nie odpisał na sms-a. Płakałam, bo byłam bardzo osłabiona. Doświadczyłam, jak nie mam siły.

W drugim tygodniu listopada zaczynał się mój pierwszy kurs online. O złości. Zapisały się na niego aż 43 osoby. Bardzo mi zależało, żeby był to dla nich wartościowy kurs. Żeby dawać z serca. Żeby zaopiekować ich pytania i rozterki. Żebyśmy świętowali bliższe poznawanie się z własną złością. Żebyśmy doświadczali bliskiego spotykania się z samymi sobą. Żebyśmy mogli zaprzyjaźniać się ze wszystkimi częściami nas samych. Żeby to była droga, która prowadzi do ulgi. I tego, że w życiu robi się jaśniej i łatwiej.

Doświadczyłam, ile mam siły. Dzisiaj wysłałam uczestnikom przedostatnią lekcję wideo, ósmą z dziewięciu.

Doświadczyłam, jak bardzo nie widzę siebie. Jak bardzo to, co myślę o sobie, odbiega od tego, jak sprawy wyglądają z zewnątrz. Jak nie zauważam, w jakim jestem cierpieniu. Jak nie zauważam, ile co mnie kosztuje. Jak nie chcę nikomu „sprawiać kłopotu”. Jak potrafię działać mocą poczucia obowiązku. I że bardzo potrzebuję pożyczać z troski o innych – do garnuszka troski o siebie.

Jako ktoś, o kim psychologia mówi: „osoba, która przetrwała traumę złożoną”, mam kłopot z tym, by wierzyć sobie. Mam kłopot z tym, by się sobą przejąć. Mam kłopot z tym, by nadać wagę własnemu doświadczeniu. Mam też łatwość zauważania potrzeb innych. Mam łatwość widzenia, że drugiemu jest trudno. Mam łatwość rozumienia złożonych procesów psychicznych innych ludzi. Jak głodny, który zrozumie głodnego.

Musiały mi pomóc oczy, które mnie widziały. I które widziały, jaka jestem chora. Ludzie, którzy mówili, że jak się płacze z bólu, to trzeba po karetkę. Cudowni lekarze, których spotkałam. Bliscy, którzy doradzali. Tak, bardzo pomocne były dla mnie rady – jak jutrzenka na oceanie bezradności.

Biorę antybiotyk. Wracam do świata ostrożnie. Wracam z zapałem. Wracam bez sił. Wracam zauważając, że moje ciało potrzebuje troski. Że trzeba z nim jak ze szklanką. Delikatnie. Powoli. I mniej, niż zakładam, że ono może.

Jaki to był bardzo trudny czas. Jaki to był także wyjątkowy czas.

Dziękuję, że jesteście i że próbujemy razem budować świat, w którym można być dobrymi dla siebie.
Bądźcie dla siebie dobrzy 💚
Ja się tego uczę razem z Wami.
M

2 Comments

  1. Urszula Wojna

    Bardzo Cię Małgosiu najserdeczniej pozdrawiam. Wysłuchalam tzn przeczytałam Twój wpis bardzo go odbierając i to nie dlatego że jestem taka empatyczna (choc jestem) ale bardzo tak realnie wyraziłas siebie, to co przeżyłas. Zdrowiej bo to na pewno jest takie na początku potrzebne aby Ci było lżej. Z wdzięcznościa za towarzyszenie i prowadzenie mnie juz od kilku lat w mojej drodze. Ula

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *