Nie lubię zerojedynkowości, także w podejściu do małżeństwa. Dostaję wysypki, gdy słyszę, że lekarstwem na egoizm, który niszczy związek (bo tak, egoizm zawsze niszczy, nie tylko małżeństwo) jest samopoświęcenie w tysiącu procent. Myślę, że to prawda, że są ludzie, którzy – by otrzeźwieć z egoizmu, potrzebują usłyszeć bardzo wyraźnie, że trzeba też coś z siebie dawać. Są jednak i tacy, którzy poświęcili z siebie już wszystko, a małżeństwo chyli się ku katastrofie. Bo granice zostały przesunięte tak daleko, że w związku jest miejsce tylko dla potrzeb jednej osoby. I niestety znam prawdziwe historie samopoświęcenia, które miewają także bardzo tragiczne zakończenia.
Czy można myśleć o byciu dla siebie nawzajem w małżeństwie w innych kategoriach niż 0-1? Mam nadzieję, że tak. Szukam takich szlaków w ostatnim z trzech tekstów dla portalu Aleteia Polska o tym, co można zrobić inaczej [KLIK]. Tym razem zadając inne pytania, niż „ile dawać, a ile brać?” albo „czy to pierwsze jest lepsze od drugiego”.
M
Foto: Ania Rybak