Kto w ciebie wierzy?

Gdy próbowałam w kuchni podsumować przedsięwzięcie przeniesienia trawnika z jednej strony ogrodu na drugą, zrealizowane z 12-letnim synem na tak zwanym spontanie, on rzucił w sposób zupełnie naturalny: “Udało się nam, ponieważ wszyscy w nas wątpili!”. Pomyślałam, że kurcze, raczej znam sentencje o innym brzmieniu. Raczej zawodnicy na podium, reżyserzy na gali oscarowej, autorzy w dedykacjach i przedmowach dziękują, że inni w nich wierzyli.

A przecież Krzyś powiedział coś bardzo ważnego. Gdy masz wrażenie, że nikt cię nie wspiera, a wręcz powątpiewa w sens i powodzenie twoich zamierzeń, możesz w końcu uruchomić bardzo ważną część siebie – tą, która w ciebie wierzy i przy tobie stoi. Naprawdę czasem najtrudniej jest być przy samym sobie! Nie szukać potwierdzenia, nie czekać na poklepanie po plecach i trwać mimo krytyki. Jak ważne, by wtedy ze sobą być i umieć powiedzieć: “wierzę w ciebie”. W takich sytuacjach mam okazję zapytać siebie, czy jestem dla siebie kimś wartościowym? Czy wartość może do mnie tylko przychodzić w tym, co mówią i myślą o mnie inni ludzie?

Czasem żony mówią: “mój mąż nie wierzy we mnie”. Czytam w tym nieraz takie pragnienie, by wierzył w nie za nich. Dlatego konsultują każdy pomysł i każdą sprawę, często uzyskując efekt przeciwny do pożądanego. A może warto odważyć się być bardziej po dorosłemu, dając sobie samej więcej zaufania?

Oczywiście, że nie jest możliwe, by człowiek, w którego nikt nigdy nie wierzył, nagle miał głębokie przekonanie, że coś znaczy i może. Nie piszę o jakiejś złudnej samowystarczalności. Nawet Lisbeth Salander z sagi Millenium, aspołeczna genialna hakerka z kryminalną przeszłością od wczesnych lat, miała swojego Holgera Palmgrena, kuratora sądowego, który zobaczył w niej wartościowego człowieka i uwierzył jej historii. W różnym momentach życia bywają obok nas ludzie – chociaż jedna osoba – którzy pomagają nam myśleć dobrze o sobie i naszych perspektywach. Zawsze wierzy w ciebie Bóg, dla którego twoja wartość jest niepodważalna i zupełnie niezależna od tego, na jakim jesteś stanowisku, ile masz kontaktów i co zdziałasz.

Mimo tego wszystkiego, czasem najtrudniej jest przekonać samego siebie. I siebie nie opuścić, gdy wokół robi się pustawo albo dzień jest wyjątkowo zły. Warto wtedy być po swojej stronie Jako życzliwy przyjaciel, nie – oskarżyciel.

M

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *