Gdy boimy się uczuć

Nawet pisząc czy mówiąc na warsztatach (i próbując wcielać w życie) o tym, w jaki sposób możemy dokonywać translacji naszych uczuć na język zrozumiały i do przyjęcia przez drugiego człowieka, myślę, że nie do przyjęcia byłby świat, gdyby wymazać z niego właśnie żywiołowość emocji i właściwe im środki wyrazu.

Czytałam wczoraj kolejny artykuł o zamianie języka uczuć na komunikat “JA” – i dochodzę do przekonania, że równie cenną umiejętnością jak zbliżanie się do ucywilizowanej formy wyrażania złości jest zdolność czytania emocji drugiego – z całym szacunkiem dla faktu, że one istnieją. Rozumiem, że można na jednym dźwięku i w rytmie eleganckiego crescendo opowiedzieć na przykład szefowi o tym, że “bardzo mi przykro, kiedy dorzucasz mi kolejne zadanie, jeśli już nie nadążam z wykonywaniem pracy za osoby na urlopie, ponieważ nie jestem w stanie tyle zrobić na raz i coś na tym ucierpi, a ja czuję się stale przeciążona”. Rozumiem jednak też, że można powiedzieć “mam to wszystko w dupie” i inteligentny emocjonalnie człowiek, z jakim mamy do czynienia, nie skupi się na “brzydkim słowie” oddającym w polszczyźnie ludzkie siedzenie, ale zauważy, że coś się dzieje.

Dlatego fascynują mnie możliwości rozszyfrowywania złości, żalu i pretensji drugiego, bez brania ich na siebie (jak dzieje się wtedy, gdy dochodzimy do wniosku, że “nie szanujesz mnie, bo powiedziałeś brzydko”), ale w taki sposób, który pomaga drugiemu człowiekowi poradzić sobie ze swoimi emocjami. Dobrze, jeśli w naszym świecie wystarczy miejsca na czyjeś trzaśnięcie drzwiami, focha, smutek, wybuch (nie rozmawiamy oczywiście tutaj o przemocy, której trzeba stawiać granice). Z tak delikatnej jesteśmy tkanki, że kto by to wszystko w sobie pomieścił, co nas dotyka, rani, boli i na nas spada – w świecie nieustannych zmian i wymagań. Odebrać komuś prawo do złości – to skazać go na wieczne cierpienie: ustępowania agresywnym, bycia nadużywanym przez sprytniejszych. To kazać mu brać na siebie nieustannie krzywdę, której nie można powstrzymać swoim “nie”.

Jeśli jedynym możliwym do wyobrażenia dla nas światem jest ten, w którym wszyscy się uśmiechają, może się okazać, że z jakichś ważnych powodów lękamy się emocji i nie doceniamy wartości, jaką wnoszą. Wówczas jednak płacimy za to słoną cenę – wraz z najbliższymi nam osobami, na których te nasze nieprzyjęte i nieprzeżyte uczucia w końcu zostaną wyładowane.

Dziś spotkamy się w tym temacie na warsztacie dodatkowym dla uczestniczek cyklu “ZŁAP ŻYCIE”. Niby w odniesieniu do dzieci, ale tak naprawdę dzięki dzieciom jesteśmy w stanie sami nadrabiać luki w naszym emocjonalnym dojrzewaniu. Mam nadzieję, że w tle będziemy się cieszyć ze zwycięstwa naszych piłkarzy. 🙂

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *