Jedno ciało

Miałam wrażenie, że mój ostatni wpis na temat „zlewania się osób” w małżeństwie wzbudził wiele rezerwy. No bo przecież „będą jednym ciałem”? Chciałabym jednak być dobrze zrozumiana: koncepcja „wymieszania osób” wynika z ogromnie uproszczonego i niebezpiecznego wyobrażenia o małżeńskiej jedności.

Mój ukochany francuski filozof, Emmanuel Lévinas, przeciwstawiał sobie dwie idee: całości i nieskończoności. Jeszcze lepiej brzmi to po francusku: „Totalité et Infini” (jedna z jego książek nosi taki tytuł). „Całość” – „totalité” – zakłada widzenie drugiego człowieka jako części siebie, w totalitarnym, zawłaszczającym sensie. „Nieskończoność” – uznaje w drugim nieznany świat, wymykający się ocenie, wołający o szacunek. Już samo milczenie twarzy drugiego człowieka, nieskończenie innego niż ja – jak pisał Lévinas – wyraża „nie zabijaj”. Nie tylko w sensie dosłownym.

Nie zabijaj – znaczy: nie traktuj mnie jak część siebie, jak kogoś, nad kim masz władzę. Nie pozbawiaj mnie tego, co stanowi o mojej odrębności. Nie zamykaj mnie w swoich ocenach. Nie oczekuj, że będę myśleć tak, jak ty.

Naprawdę by małżeństwo mogło stawać się „jednym ciałem”, tworzące go osoby potrzebują uświadamiać sobie coraz bardziej, że nie mogę drugiemu czegoś kazać, nie mogę go karać, wyzłośliwiać się, upokarzać, pomijać pomysły, marzenia i sferę wolnego wyboru (a na koniec, jak to wszystko nie przyniesie oczekiwanych rezultatów – wyrzucić i zamienić na coś nowego, jak rzecz). Zawłaszczenie uprzedmiatawia drugiego człowieka, odbiera mu ludzkie cechy. By traktować kogoś jak osobę, muszę uszanować jego osobność – jego nieskończoną tajemnicę istnienia, nad którą nie mam władzy. Mogę się z nią skomunikować jedynie przez miłość.

„Jedno ciało” znaczy, że kocham ciebie jak siebie. Z czego – warto zauważyć, że jest tam „jak siebie”. Im mniej siebie znam, im mniej umiem być z samym/samą sobą i radzić sobie z tym, kim jestem, co przeżywam i czego pragnę (oraz to wyrażać w sposób szanujący twoją odrębność) – tym gorzej dla ciebie, bo będziesz workiem treningowym, na którym odreaguję swój ból. Z im większą uważnością i miłością będę się uczyć traktować siebie, tym więcej szacunku i miłości ofiaruję tobie.

Taki paradoks. Jedno ciało staje się tym bardziej możliwym projektem, im bardziej bliska jest pamięć, że jedno nie jest własnością drugiego.

M

Obraz: Alexiej Jawlensky „Aurora” (1931) – abstrakcyjne twarze tego malarza od zawsze kojarzyły mi się z Lévinasowym „milczeniem twarzy Innego”

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *