Konflikt: budowanie mostu, nie muru

Zwłaszcza po weekendzie pewnie można by postawić znak zapytania przy piatkowej tezie, że brak konfliktu jest problemem. To raczej właśnie konflikt sprawia najwięcej kłopotu. Większość z nas marzy o dniach wolnych nie tylko od pracy zawodowej, ale przecież także od konfliktu. Konflikt kłóci się z ogólnym zarysem tego, czego pragnęlibyśmy dla nas – szczęśliwej rodziny. A gdyby zapytać, co to znaczy “szczęśliwa rodzina”, pewnie większość ludzi odpowiedziałaby, że taka, która się nie kłóci.

Lubię rozszyfrowywać ogólne hasła i stojące za nimi przekonania. “Nie kłóci się” – to znaczy, że czego nie robi? Tu pewnie na liście niechcianych mielibyśmy wzajemne pretensje i oskarżenia, wyzwiska i fochy, złośliwości, sarkazm, hałas i to, co ogólnie klasyfikowalibyśmy jako agresję.

Co dalej? Nie kłóci się, ok, ale co robi? Może w wersji pozytywnej chodzi o to, by potrzeby każdego z członków rodziny były zauważane, by każdy czuł się przyjęty i szanowany, miał wkład w decyzje, co będziemy dzisiaj robić? By panowała solidarność w dzieleniu się obowiązkami? By w chwilach trudnych każdy otrzymał wsparcie, jakie jest mu potrzebne? By… Tu można wyliczać tysiące pomysłów, jakie przychodzą do głowy każdemu z członków rodziny, gdy myśli właśnie o tej “szczęślwej”. To też moment, w którym już może się okazać, że wizje, oczekiwania i pragnienia są całkowicie rozbieżne. Konflikt jest więc nieunikniony. Może lepiej, by każdy włączył swój telewizor lub tablet i wówczas unikniemy trudnych rozmów, bo było już ich tyle, że wszyscy mają dosyć? Przecież wiele rodzin tak kończy: potem każdy w cichej rozpaczy szuka drogi wyjścia z samotności, ale już poza ludźmi, z którymi razem mieszka.

To, czego naprawdę nie chcemy, to ranić siebie nawzajem. I tu wiadomości są bardzo dobre. Da się nauczyć tak prowadzić  trudne rozmowy i nawigować rozbieżne oczekiwania, by konflikt rzeczywiście był konstryktywny i nie niszczył naszych relacji. By z poziomu oskarżeń i mówienia, “jaki ktoś jest”, przechodzić do dzielenia się odczuciami, próśb oraz identyfikowania problemów, jakimi trzeba się zająć.

Narzędzi jest ogromnie wiele. Do listy marzeń dołączam przygotowanie o tym również warsztatów. Bo najlepiej uczyć się samemu – ucząc innych. 🙂

Małgorzata Rybak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *