Malowanie, które wymknęło mi się spod kontroli

Mamy w domu mini-remont i przemeblowanie. Z tej okazji – zapragnęłam dać drugie życie meblom z dziecięcego pokoju. I pomalować je na piękne kolory, w stylizacji na coś w rodzaju “dawno temu na wsi”. Kupiłam piękne uchwyty do drzwiczek i szuflad, w błękitne różyczki malowane na porcelanie. I przeczesałam sieć w poszukiwaniu metody pracy. Analiza danych zaprowadziła mnie do wyboru farby kredowej. Drogiej, że zęby bolą, w pełni naturalnej i bezpiecznej, dającej efekt najbardziej zbliżony do zamierzonego.

Pierwszym odkryciem było, że rozkręcenie drzwiczek, szybek i klamek nie zajmuje kwadransa, a zmatowienie papierem ściernym, mycie i malowanie – nie zajmuje godziny. Tych godzin to już nie zliczę. Natomiast najgorsze przyszło po nałożeniu drugiej warstwy. Zresztą, trudno powiedzieć, czy przyszło, czy bardziej zaczęło odchodzić. Płatami. Na zmianę z synem zdzieramy te płaty starym plastikowym grzebieniem, bo z powodu zepsutego auta nie mam jak jechać po szpachelkę.

I wiecie co? Myślę, że wygrywam. Wygrywam z wewnętrzną jędzą. Z katem-oskarżycielem. Z tym głosem, który mówiłby: “Ale ja jestem głupia! I po co mi to było?” “Widzisz, widzisz do czego doprowadzają twoje pomysły? Było się skupić na sprzątaniu tego bałaganu, który już masz w tylu miejscach”. “Nigdy tego nie skończysz!” I tak dalej. O nie! – pomyślałam, gdy dotarły do mnie pierwsze złośliwe komentarze. Nie zrobię sobie tego. Wystarczy!

Zdzieram więc te płaty pięknej kredowej farby, kupiwszy już inną (rozmawiałam nawet z fabryką, czy aby na pewno będzie się trzymać płyty). I mówię sobie: “Jesteś odważna! Postanowiłaś spróbować czegoś pierwszy raz. Skąd mogłaś wiedzieć, że taki będzie efekt? Włożyłaś w to wiele pracy. Robisz to po to, by dom miał duszę. By cieszyć potem tymi meblami oczy. Zależy ci. Dasz radę. A jak trzeba będzie, zmienisz plany”.

Dzięki temu nie mówię moim bliskim na przykład czegoś w rodzaju: “To przez was, bo nie chcieliście kupić nowych mebli!” (no bo poczucie winy, które przysyła Ci jędza, aż prosi, by je komuś sprzedać). Powiedziałam za to: “Wiecie, okropnie jest mi smutno, że ta farba odpada i cała praca na marne”. I gdy przeżyłam sobie ten smutek, wzięłam się za szukanie alternatyw.

Znokautuj wewnętrzną zołzę – oskarżyciela, który nie daje żyć. Zastąp ich głos życzliwością, łagodnym spojrzeniem i dobrym słowem. Namawiam ponownie 🙂

M

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *