Nadużywać siebie

Jestem osobą, która potrafiła pracować do upadłego. Od zawsze jakoś wpadały mi etykiety “bardzo ofiarna”, “pracowita”, “słowna”, “anioł” – które, widzę to po czasie, były wątpliwą nagrodą, bo tylko wzmacniały taki przepis na życie. Cieszę się, doświadczając w przeciągu ostatnich lat, jak to się zmienia.

Usłyszałam kiedyś, że człowiek może siebie samego “nadużywać”. Było to dla mnie rewolucyjne zdanie, wypowiedziane przez Lucynę Wieczorek, założycielkę Szkoły Trenerów Opartej na Empatii, na jednym z jej warsztatów. Można sobie samemu zrobić krzywdę, oczekując i egzekwując od siebie zbyt wiele. Biorąc na siebie wspaniałomyślnie zadania i pomysły innych, licząc na to, że w końcu sami się zreflektują i zauważą, że produkują ich zbyt wiele.

By siebie nie nadużywać, ale porcjować zobowiązania i zajęcia w sposób adekwatny do możliwości i własnych potrzeb, trzeba oczywiście być w dobrych relacjach z samą sobą. Mieć poukładane, że mam prawo określać, ile mogę zrobić, poświęcić czy oddać, a ile już będzie nadmiarem.

Zauważyłam też jeszcze co innego – gdy człowiek uczy się szanować rozmaite kruche części samego siebie i równoważyć w życiu sferę obowiązku i beztroski, dawania i przyjmowania, spotkania i samotności – z otwartymi ramionami przyjmuje “nie”, jeśli padnie ze strony drugiego człowieka. Odmowę przysługi, poświęcenia czasu, wrzucenia czegoś jeszcze do swojego grafiku. Wiadomo, że drugi ma pełne prawo rozeznawać, co jest w jego mocy, a co już nie. Czy jeśli podejmie jakieś zobowiązanie, zostanie jeszcze czas na chwile z książką i filiżanką herbaty, czy też kolejne zajęcie wytnie z życia wszystkie momenty odprężenia, namysłu, po prostu – bycia?

I przeciwnie, osoba, która nadużywa siebie, może nie widzieć problemu w tym, żeby zasypywać innych prośbami i zleceniami, bo przecież to “nic takiego”. Chyba że jest typem, który “bierze wszystko na siebie”. Wszystko – poza czyjąś pomocą i chęcią ujęcia ciężaru.

A przecież w przyjmowaniu stajemy się sobie nawzajem naprawdę bliscy

Małgorzata Rybak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *