O samotności od kuchni

Gdy jechałam do Skierniewic, wiozłam duszę na ramieniu. Nie tylko, że pierwszy raz sama 273 km autostradą, która jak się okazało jest tylko drogą ekspresową S8. Lubię jeździć autem. Ale świadomość, że będę mówić konferencję – o samotności i opiekowaniu się nią – do kamery (do dwóch czy trzech kamer nawet, jak powiedziała mi S. Anna Maria Pudełko) paraliżowała mnie przez większość stycznia. Dziś chcę Wam trochę o tym zapleczu opowiedzieć.

Wiele musiałam zrobić, by się sobą w tym doświadczeniu zaopiekować. Pytałam ludzi, jak sobie radzą z wystąpieniami publicznymi. Gadałam do siebie, przemyśliwałam strukturę, robiłam notatki. Była jednak taka część znacznie trudniejsza niż ta merytoryczna – zrobienie czegoś ze swoją tremą, myślami, ocenami siebie.

Po pierwsze więc starałam się poczuć to wszystko, co było do poczucia. Rozmawiałam o tym z bliskimi ludźmi. Na zdjęciu nie zobaczycie zaproszonych przeze mnie w wyobraźni ważnych osób, których wsparcia w życiu doświadczyłam. Siedzieli na kanapie. Stali za mną. Mogłam się poczuć kochana i bezpieczna.

Jak się okazało, moc koregulacji była dostępna także całkiem realnie – w ludziach tam obecnych, którzy tworzyli dobrą, serdeczną atmosferę. Nie tylko cały dzień wcześniej myli okna w pięknym lofcie i zwieźli tam połowę zawartości swoich mieszkań, nie tylko napiekli ciast, ale i opowiadali kawały o sycylijskich aktuariuszach* i żartowali, jak to łowicki Dzień Kobiet przebije dominikańskiego Netflixa (pomarzyć zawsze można :).

Byłam więc w przyjmowaniu wszelkiego dobra, spokoju i życzliwości, jakie ku mnie od innych szło. Wygrzewałam przy się cieple Emilii, która podzieli się z Wami swoją historią życia. Rozbawiałam swoje zalęknione części zdystansowanym poczuciem humoru Adama – księdza biblisty, który przyjechał do Skierniewic aż z Lublina, by opowiedzieć o biblijnej Judycie. Doniosłą rolę dla mnie osobiście odegrał „Pan Albert”*, który miał dyrektywnie kierować planem – a okazał się najbardziej cierpliwym człowiekiem na świecie, który stwarzał i dyskretnie, i skutecznie bezpieczną ramę dla dziania się. Po prostu był. Kreował przestrzeń. Rozciągał plan dnia pod trudną synchronizację kaw, przerw, wyjść do toalety wszystkich zebranych. Prowadził i podążał.

Możemy wiele zrobić dla siebie i ciągle tego się uczyć. Uczyć się zależenia od innych i autonomii. Opiekowania się trudem, jakiego doświadczamy. Mi ta myśl bardzo dobrze robi.

Już 6 marca łowicki Dzień Kobiet poleci online. W tym roku pod tytułem „O samotności inaczej”.

Bądźcie dobrzy dla siebie <3

M

I mam nadzieję, że do zobaczenia w sobotę 🙂

*aktuariusz w firmie ubezpieczeniowej opracowuje prognozę zgonów w poszczególnych grupach wiekowych społeczeństwa. „Jaka jest różnica między aktuariuszem polskim a sycylijskim? Polski wie, ilu ludzi umrze. Sycylijski – zna ich nazwiska”.

**Albert Wasilewski z Filmedia

Fot. Gość Łowicki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *