Pamięć o tych, którzy odeszli, jest nam potrzebna.
Potrzebujemy pamiętać o naszych korzeniach – i o tym, jak doświadczaliśmy ich my, i o tym, jaka byłaby bardziej obiektywna wersja zdarzeń. Co opowiedzielibyśmy my, a co na przykład mądry, życzliwy sąsiad, gdyby taka osoba mieszkała w naszej okolicy?
Nikt z nas nie jest wyrwany z kontekstu. Wydaje się nam, że przypominamy o naszych bliskich, którzy odeszli, w te szczególne dni w roku – ale nasze ciało, nasze myśli, emocje, sposób bycia – pamiętają cały czas.
Nosimy ze sobą, jak w podróżnym plecaku, rytuały, które pielęgnujemy bardzo świadomie, jak i te, które odtwarzamy bezwiednie. Jak w torebce zabieramy ze sobą wszędzie poczucie bezpieczeństwa i optymizm, lub pesymizm i lęk. Albo mieszankę obu.
Oni także chodzili po świecie ze swoimi plecakami, pełnymi obrazów i doświadczeń, cudnych jak wiosenny poranek i rozrywających serce, jak kula z karabinu.
Napisałam wczoraj, że czasem łatwiej kupić znicz i drogie kwiaty, by czymś zająć ręce, niż poczuć, co w nas pozostało po tej konkretnej relacji. Poczuć wdzięczność i miłość, a czasem poczuć żal i złość, a w innych sytuacjach wszystko wymieszane.
Z czasem dojdziemy do miejsca, gdzie będziemy mogli współczuć im, i współczuć sobie.
W grupie rozwojowej „Droga Artysty” zaproponowałam, żeby spróbować, co możemy zrobić jeszcze albo inaczej. Może znajdziemy w sobie pragnienie (i siły, bo ich może nie być), żeby napisać list. Albo narysować pocztówkę.
Przynieść na grób bukiet kwiatów.
Powiedzieć parę słów z dna serca.
Mawia się, że „zmarli nie potrzebują naszych kwiatów, ale modlitwy”, a ja wierzę, że wielu z nich może potrzebować już tylko naszych ludzkich gestów i słów. Jestem przekonana, że Niebo jest o wiele, wiele bardziej zaludnione, niż myślimy.
Może być tak, że nie potrzebują tego oni, ale potrzebujemy tego my.
Sprawdźcie. Zajrzyjcie tam troszeczkę, bez zmuszania się do wielkich remanentów, które są trudne bez wsparcia.
Bądźcie dobrzy dla siebie
Małgosia
Na zdjęciu fragment obrazu „Early Morning Milk” Chrisa Howellsa z wiszącego, porcelanowego talerzyka z limitowanej kolekcji Wegwood od mojego brata bliżniaka.
