Nie czytałam piękniejszej książki o małżeństwie i żałobie. Do tego tak cudnej literacko.
Napisana przeszło dwadzieścia lat temu, nominowana do Nagrody Pulitzera. Autorka opisuje w niej rok inny niż wszystkie wcześniejsze, który nastąpił po śmierci jej ukochanego męża i w obliczu choroby dorosłej córki.
Joan Didion podróżowała ze mną pociągiem, towarzyszyła wieczorom i trudowi pisania książki o granicach (ileż razy łajam się w myślach, że czytam z wypiekami na twarzy, zamiast pisać!). W końcu znalazła swoje miejsce w rozdziale poświęconym granicom w małżeństwie.
„Rok magicznego myślenia” – to pamiętnik przeżywania straty. Jej prozy i materialności, w detalach, które łatwo rozpoznać można jako część własnego życia. Karmelizowanie cukru. Wkładanie kluczy do torebki. Robienie sałatki. Czytanie gazety.
Jednocześnie to zmaganie i układanie się z własnym aparatem poznawczym. Wspomnienia. Życie tam i wtedy, na zmianę z tu i teraz. Oglądanie, klatka po klatce, tego, co się wydarzyło, jakby umysł poszukiwał tego, co zostało przeoczone.
Wyławianie z tła wspólnej historii tego, co niedomknięte, a co staje się figurą, która nie daje spokoju.
„Mogłam, mogłem powiedzieć”. „Powinnam była, powinienem był”.
„Rok magicznego myślenia” to książka o miłości i o byciu człowiekiem. O uldze, jaką daje szacunek dla własnej pamięci, refleksyjności, tęsknoty.
Wpisuje się ta książka bardzo w moją celebrację zwykłych dni.
Bądźcie dobrzy dla siebie
Małgosia
Polecenie książki znalazłam u Sabinay Sadeckiej – dziękuję, że się podzieliłaś ze światem!!! <3
